Był kwiecień 2014 roku. Mijało jedenaście miesięcy od dnia, w którym odeszłam od męża alkoholika. Mieszkałam z powrotem w niewielkim pokoju w domu rodzinnym. Za kilka dni czekała mnie rozprawa rozwodowa. Nie wiedziałam, co zrobię ze swoim życiem.
Pewnego wieczoru słuchałam na YouTube nagrań wybitnej śpiewaczki dramatycznej Elisabeth Connell. Pod jednym z filmów znalazłam informację o konkursie Elisabeth Connell Prize for Dramatic Sopranos.
Wpisowe wynosiło 200 dolarów. To były praktycznie wszystkie pieniądze, jakie miałam. Nie zastanawiałam się długo. Z przyjaciółką nagrałyśmy demo dosłownie dwa dni przed upływem terminu zgłoszeń. Wysłałam je i wróciłam do rzeczywistości. Następnego dnia rozwiodłam się. Rozprawa trwała zaledwie piętnaście minut. Tego samego dnia mój tata trafił do szpitala z zawałem serca. Z sądu pojechałam prosto do niego.
20 maja, w dniu moich urodzin, otrzymałam wiadomość, która odmieniła wszystko. Zostałam zakwalifikowana do drugiego etapu konkursu, czyli przesłuchań na żywo w Royal Opera House w Covent Garden.
Radość szybko ustąpiła miejsca panice. Nie miałam pieniędzy ani na podróż, ani na suknię koncertową. Do Londynu dotarłam wyłącznie dzięki pomocy przyjaciela z Zurychu, który uwierzył we mnie bardziej niż ja sama.
Na scenie Royal Opera House śpiewałam z myślą, że to może być jedyna taka chwila w moim życiu. Kiedy ogłoszono wyniki, okazało się, że jako jedyna uczestniczka awansowałam do światowego finału w Sydney. Australia była dosłownie drugim końcem świata. Nie miałam pieniędzy na bilet lotniczy. O pomoc zwróciłam się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, Starostwa i Miasta Jelenia Góra. Wszędzie usłyszałam odmowę.
Miałam miejsce w światowym finale jednego z najważniejszych konkursów dla sopranów dramatycznych, ale nie było mnie stać, żeby tam polecieć. Jeden z lokalnych dziennikarzy przeprowadził ze mną wywiad i publicznie zapytał urzędników, dlaczego odmawiają pomocy artystce reprezentującej Polskę na światowym konkursie. Kilka dni później Miasto Jelenia Góra zmieniło decyzję i sfinansowało mi bilet w obie strony do Sydney.
Po 36 godzinach podróży, zmęczona i zmagająca się z jet lagiem, stanęłam na scenie wielkiego finału. Zaśpiewałam arię Małgorzaty „L’altra notte in fondo al mare” z opery Mefistofele oraz finałową scenę Izoldy „Liebestod” z Tristana i Izoldy Richarda Wagnera.
Podczas ostatnich taktów płakałam jako Izolda i jako Anna. Kiedy zeszłam ze sceny, wiedziałam tylko jedno, dałam z siebie wszystko.
Kilka chwil później usłyszałam swoje nazwisko. She gave us amazing thrills… Grand Prix Elisabeth Connell Prize for Dramatic Sopranos wins Anna Patrys. A zaraz potem kolejną wiadomość. Universal Music Award]
Tamta decyzja, podjęta w małym pokoju w domu rodzinnym, otworzyła przede mną drzwi, których wcześniej nawet nie śmiałam uchylić. Grand Prix i Universal Music Award stały się początkiem kolejnego etapu mojej kariery. W kolejnych latach występowałam na ważnych scenach, współpracowałam z wybitnymi artystami i twórcami, brałam udział w znaczących projektach operowych, teatralnych i filmowych. Znalazłam się w miejscach i sytuacjach zawodowych, o których kilka miesięcy wcześniej nawet nie odważyłbym się marzyć. Ale przede wszystkim inaczej spojrzałam na siebie.
Dziś wiem, że tamte 200 dolarów nie były opłatą za udział w konkursie. Były inwestycją w samą siebie. W chwili, kiedy moje życie osobiste się rozpadało, postanowiłam nie zrezygnować z tego, kim jestem i co potrafię. Nie wiedziałam wtedy, dokąd zaprowadzi mnie ta decyzja. Wiedziałam tylko, że muszę spróbować i była to najlepsza decyzja mojego życia. Postawiłam na siebie.





Byłam z mamą na Ani koncercie w styczniu w Teatrze im.C.K.Norwida w Jeleniej Górze. To jest niebywały głos. Gęsią skórkę miałam przez cały występ. To artystka przez duże “A”.