Moja historia jest kontynuacją :-). Tak, tak – już kiedyś pisałam o tym co mi się przydażyło. Dzisiaj opowiem co działo się dalej, bo różowo wcale nie było… Niestety…
Poszukiwania nowej pracy trwały ponad rok mimo, że nie byłam wybredna i dyplom schowałam do kieszeni. Nie chcieli mnie w marketach, na kolei, w służbie zdrowia, na kuchni, na produkcji. Odmowa lub brak informacji to był standard. Od męża słyszałam, że jestem beznadziejnym leniem i nic nie potrafię no i szlagier: “gdyby nie ja to tarłabyś d…ą po samym dnie”.
Kiedy płakałam, próbowałam się bronić i tłumaczyć, to słyszałam, że jestem wariatką, która robi z siebie ofiarę tylko po to, żeby żyć na jego koszt. Robiłam co mogłam: grałam w serialach, zgłaszałam się do programów i teleturniejów. W końcu coś drgnęło – wygrałam “Grę słów. Krzyżówkę szczęścia” i dostałam pracę w bistro jako bufetowa. Nie jest to szczyt marzeń, ale dzięki temu, że pracuję po 12 godzin, mam też sporo wolnego. Ten czas mogę spędzać z wnukami, grać w paradokumentach i być może zacznę projektować łazienki na pół etatu w sieciówce.
Niedawno wzięłam udział w programie telewizyjnym. A mąż? Po tym wszystkim co mi zrobił i jak mnie traktował wyobraźcie sobie, że nagniewał się na mnie i złożył pozew o separację, bo….uwaga! Nie zrobiłam mu przyjęcia urodzinowego (Przynajmniej taki powód podał dzieciom). Wiem, nieprawdopodobne, a jednak :-).
Tak więc śmieci wyniosły się same. Teraz została sprawa, uporządkowanie wszystkiego i wynajem jakiejś pato-kawalerki, żeby to wszystko przetrwać. A później? Żyć! W końcu zacząć ŻYĆ 🙂




