Mam 49 lat. Dzisiaj potrafię powiedzieć, że wszystkie rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu, te dobre i te, o których najchętniej chciałoby się zapomnieć, doprowadziły mnie dokładnie tutaj.
Osiemnaście lat temu wypadek mojego syna zmienił życie całej naszej rodziny. Od tamtej pory jest dzieckiem paliatywnie chorym i wymaga całodobowej opieki. To osiemnaście lat życia pomiędzy lękiem, zmęczeniem, miłością, bezsilnością i ogromną determinacją.
Ale moja historia nie zaczęła się wtedy.
Jest w niej również doświadczenie przemocy seksualnej. Jest samotność. Jest ludzki ostracyzm. Jest wiele sytuacji, w których musiałam na nowo zastanawiać się, kim jestem i czego właściwie chcę od życia.
Mam też drugie dziecko, które przechodzi swoją drogę transpłciowości. To nauczyło mnie, że miłość nie polega na tym, żeby drugiego człowieka dopasować do własnych oczekiwań. Czasem polega na tym, żeby naprawdę go zobaczyć i pozwolić mu być sobą. Chociaż to bardzo trudne.
Od osiemnastu lat, równolegle z własnym życiem i opieką nad synem, działam na rzecz innych. Najpierw współpracowałam z innymi fundacjami. Od trzech lat robię to we własnej Fundacji Niewinni Kreatorzy Sztuki.
Tworzę autorskie projekty i cykle dla kobiet. Nie interesują mnie wielkie grupy, scenariusze pisane pod wszystkich i szybkie „naprawianie” człowieka.
Interesuje mnie spotkanie.
Kameralne. Prawdziwe. Bez oceniania.
Stworzyłam między innymi roczny cykl dla kobiet po doświadczeniu przemocy. Później kolejne projekty: „Ciałoczucie”, w którym poprzez ciało, oddech, dotyk i relację z końmi uczymy się ponownie zauważać siebie, oraz „Porozmawiajmy szeptem o kobiecości” – bo są rzeczy, o których często łatwiej powiedzieć szeptem niż głośno.
Stworzyłam też „Ogród Kobiecych Pragnień”, ponieważ uważam, że kobiece historie, także te dotyczące seksualności, pragnień i wstydu, zasługują na przestrzeń, w której nie trzeba się bać oceny.
W swoich działaniach bardzo mocno stawiam na dostępność. Chcę, żeby kobieta nie musiała zastanawiać się, czy ją stać. Dlatego moje projekty są bezpłatne albo szukam sposobów, żeby takie były. Chcę, żeby mogła przyjść każda kobieta -niezależnie od tego, ile ma pieniędzy, jak wygląda jej życie i ile razy wcześniej ktoś powiedział jej, że „powinna sobie poradzić”.
Dzisiaj szukam również miejsca, które Fundacja mogłaby objąć swoim działaniem. Miejsca blisko natury, w którym kobiety mogłyby odzyskiwać coś, co bardzo łatwo stracić, poczucie bezpieczeństwa. Uczyć się dobrego dotyku. Znowu czuć swoje ciało. Odpoczywać od konieczności bycia silną. Być wśród innych kobiet bez udawania, że wszystko jest w porządku.
Nie mam gotowej recepty na życie.
Mam za to doświadczenie.
Wiem, jak wygląda życie, kiedy człowiek musi być silny, choć wcale nie chce. Wiem, jak łatwo zgubić siebie, kiedy przez lata najważniejsi są inni. Wiem też, że czasem wystarczy jedna bezpieczna osoba, jedno miejsce, jeden gest, jedno zdanie, żeby coś zaczęło się zmieniać.
Takie miejsce próbuję tworzyć.
Nie dla „superkobiet”. One są już super:),
Tylko dla kobiet,.które jeszcze są na kolanach. Patrzą w dół, mają opuszczone ramiona. I brną przez życie, w zapomnieniu, że życie jest cudem.





Wspaniała kobieta, która pomimo tego ile przeszła, to się nie poddała i walczy o siebie każdego dnia😍I mało tego, pomaga innym kobietom, bo doskonale je rozumie. Empatyczna, szczera, niosąca pomoc dla innych. Aniu, jestem wdzięczna, że to właśnie u nas, na naszych łakach, wśród koni, stworzyłaś ta przestrzeń ” Ciałoczucie” Serdecznie polecam każdemu takie spotkanie.