Historia w kategorii:

Życie osobiste

Czy to o czym marzymy musi nastąpić w nie odległej przyszłości?

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

W dzieciństwie chciałam zostać “panią od biura”, architektem czy nawet germanistką. Jako dziewczynkę interesowały mnie panie schludnie wyglądające, z torebką lub teczką wypełnioną dokumentami. W oczach miałam obraz: punkt godzina 16 wychodzę z biura, a po pracy w kalendarzu spotkanie z koleżanką, siłownia, seminarium a pojutrze koncert. Pani z biurowca stała się RZECZYWISTOŚCIĄ.

Jako nastolatka dbałam o siebie, o swój czas spędzania ze sobą, przyjaciółmi, byłam dziewczyną towarzyską. Moim hobby (może być to dziwne) była i jest nauka. Lubiłam poznawać, poszerzać horyzonty. Choć nie byłam w szkole przymusem to zawsze starałam się by dostać dobry stopień. W szkole podstawowej uwzięła się pani z polskiego zaś w szkole średniej z matematyki, która poprosiła bym lepiej nie pisała matury bo i tak jej nie zdam. Zaś wiara w siebie, stres, wsparcie najbliższych sprawiło, że dzisiaj jestem po licencjacie i kilka podyplomówek i kilka ukończonych kursów 🙂

Jakoś życie prywatne stało na kolejnym miejscu. Miałam to w głowie by się uczyć, poszerzać wiedzę m.in. przez czytanie książek (czego dowodem jest domowa biblioteka). Byłam tą kobietą, która oddawała się pracy, wręcz stałam się pracoholikiem. Miałam ten swój kalendarz wypełniony kolejnymi zdarzeniach, wyjazdami. Stałam się samodzielną, dobrze zarabiającą kobietą. Wtedy bardzo dbałam o siebie, uczyłam się, należałam do klubu kobiet biznesu.

Chyba każdy człowiek przez to przechodzi, że w pewnym momencie jest ta kreska, która nas zastanawia czy to jest to czego naprawdę chcę, czy to co robię ma sens. U mnie nadszedł ten moment, przełom. Czułam niedosyt a zarazem totalny brak sił. I wtedy wiedziałam, że jak nic z tym nie zrobię, gdy nie będę walczyć o moje życie prywatne to pogrążę się w samotności mimo idealnego życia zawodowego.

Nadszedł ten czas gdy wraz z zakończeniem jednego roku skończyłam wieloletnią współpracę z pracodawcą, a wraz z rozpoczęciem nowego roku wyjechałam za granicę z obecnym mężem. Planowaliśmy tam życie, remontowaliśmy mieszkanie, aż nadszedł dzień, w którym plany legły w gruzach – zaszłam w ciążę. Musiałam wrócić do Polski, tu urodziłam naszego pierwszego syna. Mąż również wrócił do nas. Zaczęliśmy szukać własnego miejsca i w końcu znaleźliśmy go. I w tym nowym narodził się nasz drugi synek.

I wiecie co w tym wszystkim jest najdziwniejsze, a może najlepsze? Poprzez wszystkie swoje lata, wzloty i upadki, aż do założenia rodziny, to właśnie nauka stała się moim przyjacielem. Gdy pracowałam, to studiowałam. Gdy byłam w ciąży, znalazłam kolejny kierunek, a wraz z ostatnim porodem zakończyłam pisanie pracy dyplomowej. Pisząc to wszystko wiem, że to o czym marzymy, planujemy, damy radę osiągnąć.

Nie zawsze zdarza się to od razu. Czasami stanie nam coś na drodze lub życie pokieruje inaczej, ale później wracamy do naszej pasji, osiągnięcia życiowego celu – wszystko da się połączyć. Zaś w moim przypadku dużą siłę daje mi RODZINA.

PS. Mam kolejne plany co do studiów i powrotu do pracy.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Anita