DLA MOJEGO SYNA – STANĘŁAM DO WALKI

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Mając 18 lat, poznałam miłość swojego życia. Wiedziałam, że to „ten jedyny”. Szybko zdecydowaliśmy się założyć rodzinę: ja, on i nasze wspólne marzenie o dziecku. To był piękny czas. Był dla mnie ideałem. Ale… właśnie – było „ale”.

Po narodzinach naszego syna wszystko się zmieniło. Mój ukochany partner zamienił się z czułego, troskliwego mężczyzny w osobę zapatrzoną wyłącznie w siebie. Jego potrzeby zawsze były na pierwszym miejscu. Nadszedł trudny czas, nie mogłam liczyć na jego wsparcie ani finansowe, ani emocjonalne. Kiedy nasz syn miał zaledwie sześć miesięcy, musiałam wrócić do pracy, żeby mieć za co kupić leki i zaspokoić jego podstawowe potrzeby. Ojciec dziecka nie czuł się za to odpowiedzialny.

Z czasem pojawiła się agresja. Najpierw słowa, potem podniesiona ręka. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Pomyślałam: „Mam dopiero dwadzieścia latm czy naprawdę na tym ma polegać moje życie? Czy mam trwać w związku z kimś, kto dziś krzywdzi mnie, a jutro może skrzywdzić nasze dziecko?”

Kiedy syn miał roczek, odeszłam. Odchodząc, usłyszałam najgorsze słowa, ale poszłam dalej. To nie było łatwe. Zarabiałam niewiele, więc przeprowadziłam się do rodziców. Wynajęłam opiekunkę, by móc pracować i zapewnić nam minimum stabilności. Z czasem udało się: wynajęłam mieszkanie, znalazłam lepiej płatną pracę. Miałam szczęście, bo wokół pojawiły się dobre osoby, które wspierały mnie i pomagały w opiece nad synem.

Nie było łatwo. Niejedną noc przepłakałam, myśląc, że nie dam rady. Ale kiedy patrzyłam na mojego syna, wiedziałam, że muszę walczyć dla niego.

Udało się. Znalazłam lepszą pracę, przeprowadziłam się bliżej rodziców, by mogli pomagać, gdy ja jestem w pracy. Przez długi czas byłam sama. Były partner zraził mnie do mężczyzn. Każdy, kto zbliżał się za bardzo, spotykał się z moim dystansem. Traktowałam wszystkich jak kolegów. Bałam się zbudować coś więcej.

Ale nigdy nie przestałam walczyć o godne życie dla mojego dziecka. Chciałam, by nigdy nie poczuł się gorszy. Robiłam wszystko, by miał to, co rówieśnicy – ubrania, przybory, wsparcie i miłość.

I w końcu przyszedł czas, że spotkałam drugą połówkę. Od 11 lat jestem szczęśliwą żoną. Mój starszy syn ma młodsze rodzeństwo i kochającą rodzinę. Ja jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą: mamą i żoną.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Autorka historii:

Żaneta Deja

BEZ TARCZY ALE Z SERCEM
SILNIEJSZA RODZINA

{title}