I dopiero teraz czuję, że żyję

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Mam 65 lat. Jestem wdową od 35 lat. Mam dorosłą, piękną córkę. I dopiero teraz czuję, że żyję.

Śmierć męża po chorobie nowotworowej zostawiła mnie w głębokiej depresji. Mieliśmy po 30 lat i nagle… wszystko się dla mnie zatrzymało. Zapłaciłam za to chorobą operacją i zbudowaniem siebie od nowa.

Urodziłam się jako upragnione dziecko mojej mamy i ojca, który nie powiedział jej, że jest w innym związku i tam też spodziewa się dziecka. Mam też siostrę, 16 lat starszą, z innego związku mojej mamy. Na pozór dom był normalny, ale tak naprawdę nie był.

Moja siostra piła, imprezowała, nie pracowała. Mama pilnowała jej właściwie całą dobę, dlatego w dużej mierze wychowywała mnie babcia. Jako dziecko odbierałam ją jako oschłą, wypraną z emocji. Nie mogłam sprawiać kłopotów. Nie mogłam chodzić na basen czy konie, bo byłam „zbyt chorowita”. Nikt specjalnie mnie nie słuchał. Bardzo chciałam, żeby ojciec zabrał mnie ze sobą i pokazał mi swój świat.

To marzenie spełniło się dopiero po jego śmierci, kiedy porządkowałam jego dom razem z jego dziećmi, które nie miały pojęcia, że istnieje jeszcze ktoś z tym samym nazwiskiem.

Dzieciństwo miałam trudne. Siostra trafiła do więzienia i zostawiła nam swoje dziecko. Żyliśmy razem na 16 metrach kwadratowych. Jak to przeżyłam? Słuchałam nocami radia, czytałam i tworzyłam sobie swój własny świat.

Mojego przyszłego męża, Tomka, znałam od dziecka, z podwórka. Potem były studia, wyjazdy, narty, wspólne życie. Znaliśmy się 15 lat, byliśmy razem 5 lat, małżeństwem też 5 lat. Po pięciu latach małżeństwa okazało się, że Tomek ma nowotwór zatok przynosowych. Po pół roku zmarł.

Nie miał bliskiej rodziny. Umarł w domu, otoczony najbliższymi: mną, naszym dzieckiem i moją mamą. Bez szpitala, bez zimnych kafelków, bez samotności.

Przez 5 lat byłam w depresji, funkcjonowałam jak automat. Wstawałam, budziłam dziecko, ją do szkoły, sama do pracy. A potem noc. Samotność. Dużo piłam. Szłam do nocnego po kolejną butelkę i pewnego razu spotkałam tam kolegę z podstawówki. To było moje pierwsze przebudzenie.

Zaczęłam chodzić na fitness. Zmieniłam pracę na taką, w której dobrze zarabiałam, byli nowi ludzie i nowe wyzwania. Potem zaczęłam trenować i biegać w maratonach.

Pojawiły się też kolejne związki. Jeden, drugi, trzeci. Dziś wiem, że w każdym z nich szukałam ojca. Wybierałam mężczyzn niedostępnych, żonatych, takich, którzy powtarzali stary schemat. Po każdym rozstaniu wracała depresja. Dopiero terapia pozwoliła mi zobaczyć, dlaczego wybierałam właśnie tak, a nie inaczej. Kiedy to zrozumiałam, przestałam się w to ładować.

W 2013 roku przyszła choroba. Biegunki, spadek masy ciała, szpital. W efekcie ważyłam 19 kilogramów. Diagnoza: choroba Leśniowskiego-Crohna. Leki nie pomagały. Leżałam na korytarzu i myślałam, czy chcę jeszcze tu być, czy już odejść, bo nie miałam siły.

I wtedy pomyślałam: dziecko. Przecież nie mogę jej tego zrobić. Najpierw straciła ojca, a teraz miałaby stracić mnie?

Zaczęłam też myśleć o babci. Jak ona to robiła, że miała tyle siły i spokoju? Dożyła 100 lat. Straciła jedno dziecko w Oświęcimiu, drugie w Gross-Rosen, a mimo to po wyzwoleniu obozu poszła pieszo do domu, do Warszawy. Skąd miała w sobie tyle siły?

I nagle zrozumiałam, że ja tę siłę też mam w sobie. W genach. W historii kobiet przede mną.

Najlepiej czułam się zawsze wtedy, kiedy wiatr smagał mi twarz i rozwiewał włosy. Kiedy był mróz albo upał, kiedy biegłam, trenowałam, czułam ciało i życie. Stąd maratony, ciężkie treningi, sport. To mnie ratowało.

Z choroby się wyczołgałam. Dostałam leczenie biologiczne. Po usunięciu jelita grubego udało mi się zapanować nad chorobą.

Dziś mam 65 lat. Moje dziecko jest dorosłe. Jestem wolna od swoich demonów. Kilka terapii pozwoliło mi poznać siebie, swoje schematy i swoją siłę.

Co pomogło mi stać się silną kobietą? Moja babcia, moja mama i ich przeżycia. To, że w końcu zobaczyłam, że ja też mam tę siłę w sobie.

Nie mam życia usłanego różami. Każdej kobiecie życzę siły i spokoju, mądrości wyborów i szczęścia.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

1 Komentarz
Najnowsze
Najstarsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Powiem krótko, jesteś Wielka a Twoja historia powala na kolana. Ktoś powiedział, że życie jest nowelą i miał rację. Ja to czułam czytając Twój tekst. Pozdrawiam serdecznie.

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Iza Czajka