Udział w edycji 2025 SuperWOMEN, otworzył mi nową przestrzeń, do tej pory tak głęboko zakopaną… Napisanie mojej historii pozwoliła mi zamknąć wielkie wrota raz na zawsze… To wspaniała inicjatywa, która bardzo mnie wewnętrznie wzmocniła, lecz również rozsypała na milion kawałków… Publikacja zweryfikowała bardzo dużo ważnych dla mnie sytuacji i zachowań. Jeśli nie sięgniesz w głąb duszy po prawdę, nikt nie będzie chciał Cię słuchać… Marzę, by dana mi była przestrzeń do rozszerzenia tych 2500 znaków…
Gabriela Zapolska
Nie mam dobrych wspomnień z dzieciństwa. Czasem marzę, żeby nie mieć ich wcale…
Z pozoru miałam wspaniałą rodzinę – tata w mundurze MO, mama kierowniczka dużego sklepu RTV.
Byłam czysta, ładnie ubrana, najedzona. Tylko czy to wystarcza, by być szczęśliwym dzieckiem?
W domu było piekło. Alkohol, przemoc, krzyk, ból i łzy. Za każdym razem, gdy wracałam do domu, ogarniał mnie strach.
Wiecznie bolał mnie brzuch, trzęsły się ręce i nogi. Ojciec był sadystą. Bił mamę tak brutalnie, że krew tryskała po ścianach. Często trafiała na chirurgię.
Nie było rozmów, nie było powodów – tylko pięści.
Pamiętam, jak z płaczem zadzwoniłam na 997. Łkałam, że tata zabije mamę. Usłyszałam, że dopóki nie ma rozwodu, policja nie może się wtrącać. To było najgorsze – chcieć pomóc, a nie móc.
Kiedy próbowałam stanąć w obronie mamy – sama obrywałam. Uciekałam wtedy za wielki piec kaflowy, który był moim azylem. Powodem przemocy mogło być wszystko – spóźniona kolacja, zupa nie tak przyprawiona.
Nie pamiętam ani jednych szczęśliwych świąt. I dlatego do dziś ich nie lubię.
Trochę nadziei przyniosły narodziny mojego brata. Zaczęłam się spełniać jako starsza siostra – prasowałam pieluszki, chodziłam na spacery, czułam się potrzebna.
Przez chwilę wydawało się, że tata się uspokoił. Myślałam, że to zasługa brata. Ale to nie była przemiana – tylko zmiana obiektu agresji…
Byłam przekonana, że to narodziny brata zmieniły ojca. Że może wreszcie zrozumiał, co znaczy rodzina. Ale to była iluzja. Po prostu znalazł inny cel do znęcania się. Kilka lat później pewnego dnia w drzwiach stanęła pani Beata – jedna z jego kochanek – i powiedziała mamie, że “oddaje go z powrotem, bo ma dość bycia bita”.
I wtedy sielanka się skończyła. Choć tak naprawdę nigdy jej nie było.
Kochanki, bimber, papierosy – to były stałe elementy ich małżeństwa.
A na zewnątrz? Idealny obrazek – tata w białych rękawiczkach na motocyklu MO, z błyszczącym kaskiem i dumą w oczach.
Mama coraz częściej zaglądała do kieliszka.
Z czasem piła codziennie – po cichu, samotnie.
Mama coraz bardziej zaniedbywała obowiązki wobec mojego brata, więc wiele rzeczy przejęłam ja.
Po szkole bawiłam się z nim, chodziłam na spacery, karmiłam, kąpałam i kładłam spać. Potem ogarniałam mamę – by zdążyć ją położyć i utulić, zanim wróci kat.
Święta były dla nas zawsze koszmarem. Ojciec potrzebował pretekstu, żeby trzasnąć drzwiami i spędzić je z kochankami – tłumacząc się zmianą w pracy. Czasem znikał na kilka dni, by świętować z nimi i ich dziećmi. Nigdy nie pokazał mi morza ani gór.
Najpiękniejszy czas mojego dzieciństwa? Miesiąc spędzony w szpitalu Korczaka. Tam po raz pierwszy poczułam spokój – nikt nie krzyczał, nie bił, nie pił. Rano budziły mnie dziewczynki z grzebieniami, czekające, aż uczeszę im włosy.
Byłam najstarsza, mogłam tulić maluchy, karmić je, nosić na rękach.
Kiedy nadszedł dzień wypisu – zniknęłam. Ukryłam się za białymi drzwiami sali lekcyjnej i błagałam Boga, bym mogła zachorować i zostać. Wolałam ból zastrzyków niż powrót do domu.
Znaleziono mnie i wypisano. Wracałam zła, przerażona.
Wielokrotnie prosiłam mamę, byśmy odeszły. Nocami uciekałyśmy na Wzgórze Słowiańskie, siedziałyśmy tam godzinami. Błagałam ją, byśmy zamieszkały u Babci, która zawsze wyciągała do nas ręce.
Bałam się, że któregoś dnia nie zdążymy – że mama umrze na moich oczach.
Na rozwód zdecydowała się zbyt późno. Była już uzależniona – od niego i od alkoholu.
Po rozwodzie wcale nie było lepiej. To było inne piekło. Byłam matką dla brata i matką dla swojej matki.
Szkoła, obowiązki, opieka… Wszystko na mojej głowie. Było bardzo ciężko.
Zaszłam w ciążę w młodym wieku byłam do niego przygotowana jak mało kto. Miałam 17 lat i bagaż doświadczeń, którego nie powinno mieć żadne dziecko.
Przepisałam się do szkoły wieczorowej, bo chciałam zarabiać i samodzielnie przygotować się na narodziny mojego małego ziarenka.
Mama przyjęła wiadomość o ciąży zaskakująco dobrze. Ale pewnego dnia wróciłam z pracy i zastałam wymieniony zamek w drzwiach. Musiałam zacząć od zera – sama.
Zamieszkałam u Babci.
Gdy urodziła się zdrowa córeczka – nie pragnęłam niczego więcej. Nie potrzebowałam pomocy. Miałam doświadczenie, choć dopiero skończyłam 18 lat. Chciałam być mamą na sto procent – i byłam.
Piotr, ojciec moich córek, niestety nie sprawdził się ani jako partner, ani jako tata.
Mnie wystarczała miłość do mojej córeczki. Przełożyłam maturę, bo rozłąka z nią była dla mnie nie do zniesienia – wybrałam bycie mamą.
Z czasem zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Dobrze sobie radziłam – jako mama, żona, gospodyni. Zawsze był dwudaniowy obiad, surówka, wszystko na czas – jak w wojsku.
Wkrótce znów czekałam na córeczkę.
Pewnego dnia Piotr pojechał do Warszawy z książką, której był współwydawcą. Ja, będąc w zaawansowanej ciąży, wybrałam się po mebelki dla naszej córeczki.
Kiedy wróciłam, pod płotem czekała moja Babcia – blada, smutna. W domu powiedziała mi, że Piotr miał poważny wypadek. Trepanacja czaszki. Leży na OIOM-ie w Kępnie.
Natychmiast pojechałam do szpitala. Każdego dnia siedziałam przy jego łóżku, z wielkim brzuchem i rozdartym sercem. Błagałam Boga, żeby go ocalił. Nie chciałam być samotną matką. Wierzyłam, że będziemy rodziną – prawdziwą, pełną miłości. Ale usłyszałam najgorsze – śmierć pnia mózgu. To był koniec. Miesiąc później Piotr odszedł.
Po pogrzebie musiałam powiedzieć siedmioletniej córce, że musimy opuścić nasz „dom”. Bo – jak się okazało – to wcale nie był nasz dom. Znowu pakowanie. Dwie przeprowadzki w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy życia mojej drugiej córeczki.
Zamieszkałyśmy w ciasnym mieszkaniu. Jak tylko je urządziłam – urodziła się Michalina, moja druga córeczka. Mały czort, który od początku nie pozwalał się nudzić.
Pół roku po porodzie i śmierci Piotra postanowiłam znaleźć dla nas prawdziwy dom. Znalazłam szybko. Ledwo się przeprowadziłyśmy – zalała nas powódź.
Ja, sama z dziećmi, na piątym piętrze bez prądu, windy i wody. Wyszłyśmy z jednej otchłani, a drzwi kolejnej już się otwierały.
W tym czasie dowiedziałam się, że mój brat – Bartuś – ma ogromne problemy. Po tym, jak ojciec zabrał go od mamy, wychowywał go z nową partnerką. I wtedy dotarło do mnie, że mój mały brat jest w czteroletnim ciągu – był narkomanem.
Zaczęłam walczyć o jego życie. Sama, z dwiema małymi córeczkami i 18-letnim chłopakiem na skraju upadku. To trwało latami. Terapie, pobyt w Monarze. W końcu się udało. Wyszedł z nałogu, wyjechał do Anglii, by odciąć się od przeszłości.
Myślałam, że teraz już będzie dobrze. Że mogę z dumą iść dalej – wychowałam dzieci, dawałam sobie radę sama.
Ale wtedy nadszedł kolejny cios. Przypadkiem dowiedziałam się, że ojciec moich córek całe życie mnie okłamywał – był gejem.
Czułam obrzydzenie. Do kłamstwa, do tego, jak bardzo mnie oszukał. Do wszystkich mężczyzn.
Byłam pewna, że już nigdy nie zaufam. I że do końca życia zostanę sama.
Jednak los postanowił inaczej…
Pewnej nocy, wracając z pracy, spotkałam kogoś, kto jednym zdaniem zawrócił mi w głowie. Wtedy żyłam tylko dziećmi i tym, by dać im lepszy start. Chodziłam za nim ponad rok – cierpliwie, spokojnie – aż się zakochał. Choć twierdził, że nie chce ani rodziny, ani dzieci, stworzył ją… ze mną.
Moja radość nie miała granic. Szybko zdecydowaliśmy się zamieszkać razem. Moje córki – wtedy 9 i 15 lat – od razu go polubiły.
I wtedy nadszedł dzień, na który czekałam od dziecka – mój ślub. 5 lutego, miałam 35 lat. Wzięliśmy ślub kościelny w Milickim kościółku.
Czekała pyszna obiadokolacja i… niespodzianka.
Jedyną osobą, która złożyła nam życzenia w kościele, była moja mama. Wypowiedziała jedno zdanie, po czym osunęła się na ziemię. Zaczęła umierać.
Ale trzeba było wziąć z tego dnia to, co piękne.
Nic nam się nie stało, a mama – cudem – została uratowana. Przestała pić. Była cudowną babcią dla mojej najmłodszej trzeciej córeczki, choć wcześniej nie była obecna przy starszych wnuczkach.
Ja – w ciąży. Mąż – bez pracy. Brat – w Anglii z nową rodziną. Ale miałam mamę. I to mi wtedy wystarczało.
Ciężko pracowałam, łącząc wychowanie dzieci z życiem zawodowym. Tak narodził się pomysł na bycie nianią, który z czasem przerodził się – nieplanowanie – w malutką domową placówkę dla najmłodszych.
Małżeństwo jednak wystawiane było na próbę. Mąż bardziej przypominał syna niż partnera.
Zawsze chciałam mieć chłopca – pragnęłam tego w każdej ciąży. A on? Z czasem stawał się coraz bardziej zależny.
Aż do czwartkowego popołudnia, gdy zadzwoniono do mnie z wiadomością: mama nie żyje.
Zmarła na ulicy, w aptece, do której weszła po pomoc. Zaledwie trzy lata mogłam się nią nacieszyć.
Rok później miałyśmy wspólnie świętować setne urodziny – ona kończyłaby 60, ja 40.
Zamiast święta – był cmentarz. Znowu ten sam ból po stracie. I niekończące się „co by było, gdyby…”.
Kolejna strata – moja druga Babcia. To ona pomagała, gdy musiałam sama utrzymać rodzinę.
Z czasem życie z moim jedynym mężem przestało być wspólne, ale on częściej wybierał swoje pasje. Coraz mniej było w nim miejsca dla mnie.
Latami mówiłam, że odejdę. Że mam dość. A on? Tylko powtarzał, że za bardzo go kocham, żeby to zrobić.
Pandemia na chwilę nas do siebie zbliżyła ale gdy życie wróciło do normy, on znowu się oddalił.
Dbał o siebie, o sylwetkę. O mnie – już nie.
Nastała cisza. Cisza, która trwała miesiącami.
W końcu postanowiłam o separacji. Oddzielne sypialnie.
Zrozumiałam, że on już mnie nie kocha. Że jest tylko gościem w naszym domu.
Moje zatracenie w wychowaniu wnusi tylko odsunęło to w czasie.
Patrzyłam w lustro i nie poznawałam siebie. Coraz grubsza, coraz smutniejsza.
Zadałam sobie pytanie: co się stało z tą naszą miłością?
Czy kiedykolwiek mnie kochał? Czy tylko było mu ze mną wygodnie?
Jak to możliwe, że ślubowaliśmy sobie miłość aż po grób – i nagle wszystko było martwe?
To koniec? – pytałam przez łzy.
Po roku milczenia napisałam pozew. Sama. Starannie. Chciałam rozwodu z orzekaniem o winie – bo wina leżała po jego stronie.
Nadal mówiłam mu, że go kocham. Że nie mam nikogo.
W końcu nadszedł ten dzień. Nadal miałam cień nadziei, że usłyszę prawdę, ale padło tylko: „Nie kocham żony”.
Zakończyliśmy to wszystko tego samego dnia, oboje płacząc przed Wysokim Sądem.
Uczę się żyć od nowa. To był rok, w którym straciłam wszystko – męża, córki i… moją ukochaną wnusię.
Dla mnie – niezrozumiałe.
Jak mam się rozwijać, pokochać siebie, skoro to wszystko odbierane jest jak zemsta?
Słyszałam wiele razy, że skoro „rozpieprzyłam rodzinę”, to nie mam prawa widywać wnuków.
O narodzinach wnuka dowiedziałam się… od znajomych. Gratulowali mi, a ja nie miałam pojęcia, o co chodzi.
Ile bólu można znieść?
Wiele. Ale ból zadany przez najbliższych… to jak wyrwanie serca za życia.
Moja potrzeba bycia i życia z myślą o sobie nie ma dziś pięknego zakończenia.
Jestem sama. Patrzę z daleka, jak rosną moje wnuczęta.
Nikt z bliskich nie chce mnie już w swoim życiu.
Ale wiem jedno – podniosę się.
Choć rok temu myślałam, że odejście byłoby dla wszystkich łatwiejsze – dzisiaj stawiam małe kroki.
Z nieufnością do ludzi. Ale z odwagą.
Zaczęłam wszystko od nowa – poszłam do pracy na etat i robię krok po kroku.
Bo to nadal moje życie. Choć długo było – beze mnie.





Gabrysiu kochana nie wiedziałam. Tak mi przykro.
Gabi znamy się tylko z FB ale to już coś:)). Z przerażeniem przeczytałam część. Nie jestem w stanie wszystkiego bo też pochodzę z rodziny alkoholowej, nie było aż tak drastycznie w sensie fizycznym. Natomiast mój tzw. “ojciec” doprowadzał do stanu depresyjnego mojej bardzo chorej mamy na serce przez wszystkie lata, że nie chciałała w ogóle żyć, ani żeby Jej pomóc. Mnie także nie udało się Jej pomóc i niestety Jej serce przestało bić… nie chciała żyć. Ty chcesz żyć i dobrze. Nie rozumiem decyzji i postępowania Twojej rodziny, ale niestety często słyszę że właśnie tak ludzie reagują gdy kobieta zdecyduje się na rozwód (u mnie jest podobna sytuacja) ((::. Bo konieta ma udawać że jest super i najlepiej siedzieć cicho. Współczuję Ci bardzo. Bądź silna. Rób Swoje, żyj i powtarzaj manifesyując że to tylko przejściowe i że sytuacja się zmieni. Jesteś BOHATERKĄ i trzymam za Cięcie kciuki.
Każda kobieta sukcesu ma za sobą jakaś trudną historię,
TAM GDZIE PRZJAŻŃ I ZROZUMIENIE TAM SŁOWA ZBYTECZNE..!!!
Kiedyś też używałam, w teorii na szczęście tylko, słowa – od nowa.
Z latami człowiek mądrzeje i kiedy przychodzi czas wyboru oraz zmian,a człowiek używawa słowa – dalej, zamiast – od nowa, bardzo na tym zyskuje jego jakoś życia.
Od nowa to strata bazy, podstawy (jak fundamentów np. domu). Dalej to tworzenie kolejnego lecz na bazie (fundamencie).
Fundament jest zawsze dobry.
Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do mnie 😉
Stroiki cmentarne marki SEZONA
na Allegro i na sezona.pl
Jak można tak kłamać wstyd stek bzdur i kłamstw .Partner gej🙈🙊🙉obrzydliwe kłamstwo mąż syn wspanialy czlowiek🙈🙊🙉 A TY IDEALNA BIZNES WOMEN.Jak możesz tak kłamać.Do piekła będziesz miała zamknięte drzwi.
Nie sądź, abyś nie była sądzona. Niebezpieczne dla siebie samej wypowiadasz słowa w ostatnim zdaniu…
Nie znasz historii nie wypowiadaj się.
Z pewnością poznałaś ciężar życia i prawdę o tym, że jest ono trudniejsze niż nam się wydaje. Jeśli zdarzają Ci się myśli, które Cię oskarżają i próbują szukać problemu w Tobie, to odwracaj się od nich. Nie słuchaj ich.
Prawdziwym dramatem nas wszystkich jest to, że myślimy, iż nie potrzebujemy żadnej pomocy, aby “zarządzać” swoim życiem. Jakie mamy w tym doświadczenie w wieku 18, 20 czy 30 lat? Żadne. A jednak wydaje nam się, że zjedliśmy wszystkie rozumy świata i potrafimy wszystko. Bardzo szybko okazuje się, że wybieraliśmy żonę/ męża na podstawie naszego widzimisię bez racjonalnego rozeznania. Potem zaczynamy widzieć skutki naszych niewłaściwych decyzji… To nie jest zarzut. To tylko obserwacja faktów.
Wówczas poszukujemy wyjścia a zaczynamy od analizy tego co inni zrobili w naszym życiu. Uważam to za przepalanie własnej życiowej energii. Patrzymy bowiem w przeszłość, z którą i tak nic nie da się zrobić. Zamiast tego warto zacząć przemyśleć co zrobiłem ) zrobiłam źle. Można wyciągnąć z przeszłości mądrość, którą da się wykorzystać w przyszłości.
A źródłem wszystkich problemów jest nie zaproszenie Boga do każdej chwili życia.
Kiedy dzieje się coś złego, to mamy do Boga pretensje, że tak się dzieje. Ale On dał nam Wolną Wolę i jeśli nie jest zaproszony to się nie narzuca swoją obecnością… A my w swojej niedojrzałości myślimy, że sami sobie ze wszystkim damy radę… A wychodzi inaczej. Nie byłoby tak wielu strat, gdyby wszyscy uczestnicy tej historii zaprosili Boga do swoich codziennych spraw.
Gabi , kibicuje sercem , by życie się ułożyło , byś wyszła z miejsca słabości i była silniejsza , byś z nadzieją patrzyła na przyszłość …ściskam mocno 🌹
Wszyscy w tej historii są źli. Kij ma dwa końce…
Tak ma dwa końce…
To nie była autobiografia tylko opisanie cząstki mojego życia…Ani w jednym zdaniu nue napisałam, że ktoś jest zły…Ani w jednym zdaniu nie napisałam że jestem dobra, tak mam wady i nie jestem idealna, nawet powiem że jestem trudnym człowiekiem, ale umiem się do tego przyznać…
Jednak całe życie się staram być dobrym człowiekiem i nikogo nue krzywdzę z premedytacją…Całe życie pracuję nad ulepszeniem siebie na każdej płaszczyźnie…Pozdrawiam gorąco…
Proca ma trzy.
❤️
Gabrysiu, Twoja historia mnie urzekła. Jesteś silną i cudowną osobą. Czytając Twoja historię łzy w oczach mi się kręciły. Wydaje mi się, że to niemożliwe przeżyć tyle złego A jednak…..mimo wszystko jesteś cudownym, kolorowym stworzeniem. Jeszcze będziesz szczęśliwa bo serce i dusze masz otwarta dla wszystkich❤️❤️❤️
Gabrysiu, dla mnie jesteś Super Woman, pełna energii i ogromnego serca . Mimo traum, życie przetransferowało Cię w skrzydlatego, cudownego, barwnego ptaka, który pokazuje jak latać mimo ran, jakie zadał Ci okrutny los💝
Gabriela piękna kobieta i piękne imię a co oznacza? Z hebrajskiego,,mąż Boży ,, lub Bóg moją siłą,, i to drugie jest dla Ciebie podkreśla wewnętrzną moc i siłę, którą masz w sobie🥰🥰🥰
Gabrysiu ja wiem co przechodzisz tylko że moje dzieci mnie wspierały przez całe życie i kiedy się rozwodzilam były ze mną i są. Osiem lat już. Pamiętaj! Co nas nie zabije to nas wzmocni. Trzymaj się. Jeszcze będzie pięknie ☺️
Gabi tak mi przykro że Ciebie to spotkało 😢Życzę Ci żebyś była bardzo szczęśliwa i tylko uśmiech gościł na twojej pięknej buzi 😘🍀🌻
Gabi jesteś wielka
Teraz będzie tylko lepiej :))
Gabi! Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. I tego życzę Tobie!
Przeszłam w życiu sporo, ale ogrom cierpienia, który spotkał Ciebie sprawił, że uroniłam łezkę. Kochana, nie znam Cię osobiście, ale chciałabym Cię mocno uścisnąć i życzyć wszystkiego najlepszego. Trzymaj się mocno💖
Do wygrania nie potrzebne są Tobie Nasze głosy…Wygrywasz zawsze gdy pokonujesz przeciwne losy…W życiu jak w piosence,zgadza się tylko REFREN a ZWROTKI piszemy Sobie sami…Hej…KEDAT
Twoja historia to nie tylko ciąg faktów, ale przede wszystkim zapis emocji, doświadczeń i walki o przetrwanie – a tego nie da się zmierzyć ani porównać z cudzym punktem widzenia. Często osoby patrzące z boku nie widzą całego kontekstu, bo życie to nie jest czarno-biały obraz, lecz mozaika chwil, w których każdy człowiek podejmuje decyzje najlepiej, jak w danym momencie potrafi – z zasobami, jakie wtedy miał.
Relacje rodzinne bywają skomplikowane i bolesne. Zerwanie kontaktu z bliskimi rzadko ma jeden powód – częściej jest sumą lat trudnych przeżyć, niewypowiedzianych słów, błędów po obu stronach i granic, które ktoś wreszcie musiał postawić, by ochronić samego siebie. To, że w tej opowieści pojawia się perspektywa autorki, jest naturalne – każda historia jest filtrowana przez serce i pamięć tego, kto ją przeżył.
Warto pamiętać, że odwaga mówienia o swojej prawdzie – nawet jeśli ktoś inny widzi ją inaczej – jest ogromnym aktem siły. Zwłaszcza wtedy, gdy naraża się na krytykę, ocenę czy podważanie własnych intencji.
Czytając Twoją historię, widzę człowieka, który wielokrotnie podnosił się z sytuacji, które mogłyby złamać wielu. Widzę kogoś, kto próbuje żyć dalej mimo strat, poczucia niesprawiedliwości i niezrozumienia. I to jest coś, co zasługuje na szacunek, a nie podważanie.
Twoje życie jest Twoje – masz prawo je opowiadać, masz prawo do swojej narracji i do swojej prawdy.
bardzo mocna historia …
i sporo w niej znajduję że swojej historii…
trzymam kciuki za NOWE ŻYCIE bo kiedy Gabriela stanie na nogi …będzie szczęśliwa…dopiero Jej Dzieci zaczną Ją szanować …przynajmniej jest taka szansa …jeśli są mądrea zakładam że połowa Nich to Gabriela więc są …
Córki nie rozumieją, że dopóki nie uznają Matki i nie okażą Jrj szacunku i miłości…żadna z Nich nie będzie szczęśliwa i w dobrej relacji …To Teoria Berta Hellingera i bardzo sprawdza się w życiu…
Córki nie widzą, że Mamą chciała przez Ich zachowanie odebrać sobie życie … I niestety nie mają zbyt dużo empatii by to dostrzec …a to wynika z tekstu …
Myślę nawet, że udział w tym projekcie jest wołaniem o pomoc …do Nich …tylko czy usłyszą???? zajęte swoim rzekomym bólem i żalem do Matki ? która dala tyle ile mogła i umiała dać…nikt Jej nie uczył bo wzorce były nie do wzięcia przecież …
Temat mi bliski …osobiście…też ta droga krocze z Synami 4-ma
Brakuje mediatorów i ludzi, którzy pomogliby tej Rodzinie bo NIKT tu nie jest szczęśliwy…a nienawiść Córki do Matki zostanie odebrana przez Ich Dzieci …kiedy w czasie nastoletnim pokażą Im to …boleśnie i tak powstaje błędne koło…
Gabriela zajmij się sobą i badz bardzo szczęśliwa…odpuść Dzieci…Ty już im wybaczyłaś…wybacz sobie
Córki…wybaczenie to jedyna droga
..wybraliście sobie jako Dusze taką Matkę…więcej zrozumienia i empatii….
Trzymam kciuki za wszystkich
Historia to nie jest a jedynie zapowiedź-zarys historii i opowieści jaka powstanie.Takie jest przynajmniej założenie tego programu drogi Anonimie.Była okazja na startowanie w tym programie więc nie rozumiem tak kontrowersyjnego,negatywnego komentarza kiedy sama autorka jeszcze nawet nie przedstawiła rozwinięcia tej opowieści…Dobrze pamiętam jak autorka wszelkimi siłami odmawiała sobie w życiu wszystkiego żeby każde z dzieci nie stanęło przed kredytem na 30 lat (a wszyscy wiemy na czym stanęły raty kredytów od kilku lat i jak zrujnowaly nie jedną rodzinę).Tak nie postępują matki które żałują posiadania dziecka.Moglabym walczyć swoimi argumentami jak Anonim i zbiłabym każdy ale tutaj każdy opowiada własną historię,własne odczucia i wizję swoich przeżyć więc zamiast czynić publiczny lincz zapraszam do stworzenia własnej opowieści.
Prawda i tylko prawdavtutaj jest stek kłamstwem.Jesli ktoś nie zna owej Pani to może uronić.łezke.To są klamastwa
Dużo Pani nie wie.
Przykra historia, szkoda tylko, że dość mocno okrojona z faktów.
Naprawdę ktoś wierzy, że wszystkie trzy córki (tak, są trzy) zerwały kontakt z taką superwoman przez rozwód? Zwłaszcza, że dla dwóch z nich to rozwód z ojczymem?
A może jednak powody były inne?
Może najstarsza słyszała, żeby sobie nie robiła drugiego dziecka, bo na pewno sobie z dwójką nie poradzi, a potem usłyszała od mamy, że w „d*pie ma jej drugą ciążę” i tak faktycznie było? Może pomimo różnych wyzwisk, bo nie uważała ojczyma za tak złego, jakim go matka przedstawiała, chciała utrzymać jej kontakt z wnuczką? Chciała, ale jak usłyszała, że to ona ma się dostosować do formy i czasu spotkań, bo inaczej tamta pójdzie do sądu w sprawie widzeń, do których ma prawo, stwierdziła, że nie będzie uginać się pod ciężarem gróźb i całkiem zrezygnowała z kontaktu.
Może kolejna córka nie utrzymuje kontaktu, bo została wyrzucona przez tę „inspirującą kobietę” z domu do ojca w najważniejszym roku jej dotychczasowego życia, roku maturalnym? Nie ważne było jej cierpienie, płacz, trauma, przeważyły korzyści, że nie trzeba było jej już utrzymywać, no i poczynania ojca byłyby bardziej kontrolowane.
Na końcu ostatnia córka, tutaj pominięta, chyba nieprzypadkowo, skoro rok temu usłyszała od bohaterki powyższej historii, iż „żałuje, że jej nie usunęła”. Może dlatego nie chce mieć z matką kontaktu? A może dlatego, że wysłała do niej pismo przedsądowe chcąc pozbawić ją mieszkania? Nie ma pewności.
Można jeszcze dużo wymieniać, ale to nie miejsce na takie odsłony. Pani Gabriela zawsze pragnęła atencji i jak widać jest w stanie zrobić dla niej naprawdę dużo. Szkoda tylko, że nie liczy się z bliskimi i ich prawem do prywatności oraz wstydem jaki przynoszą jej publiczne poczynania…
Córeczko kochana Aniu…Moja pierworodna…
Ta historia jest mocno okrojona, bo mogłam tylko napisać 2500 znaków, redaktor i tak ją musiał okroić, by była opublikowana zgodnie z zasadami…
Skąd w Tobie tyle złości, zadałaś sobie to pytanie, dlaczego tak naprawdę odrzuciłaś moją miłość?- Może warto spojrzeć w lustro I odpowiedzieć na to pytanie…Ja nie chciałam tu opisywać tej przyczyny, bo nikogo nie chciałam obrażać ani ośmieszać… Twoje słowa wyrwane z kontekstu i zdania pisane w złości przyjmuję kolejny raz do swego serca…potrzebowałam kilku tygodni, by dopiero odpisać na Twoje pomyje, bo musiałam zebrać siły…
Jak siły mi pozwolą, znajdę przestrzeń i moc, będzie wydana cała, prawdziwa historia już nie okrojona, tylko wtedy będą do niej mieli już dostęp wszyscy…
Całe życie marzyłam by kiedyś to opisać, czego jeszcze nikt o mnie nie usłyszał…
Mimo wszystko…mimo mojego cierpienia, mojego rozczarowania, mojej tęsknoty, mojego żalu, mojego powolniej bijącego serca, mimo wszystko- nadal Was wszystkich kocham i wybaczam…
Wiem, że kiedyś moja ukochana wnusia zapuka może już nie małymi rączkami do moich drzwi, a ja ją utulę tak mocno, jak przez pierwsze trzy lata jej życia…
Życzę Wam wszystkiego co dobre i najpiękniejsze w życiu…
Matką z zaświatów, pogrzebana żywcem…
Prawda.Smutna ale prawda co napisała córka. Jak można było tak rozbić moim zdaniem fajna rodzinę. ŻAL ŻAL ŻAL.
Gabi dałam obszerny komentarz, ale prawdopodobnie był juz podobny… Poznałam ciebie raz na jakimś spotkaniu i urzekło mnie w Tobie to że jesteś bezpośrednia i bardzo wesoła, pomimo to że oczy twe mówią o smutku. Ale błysk w nich mówi też o nadzieji . Dla mnie jesteś już SuperWomen 🤗
Gabi twoja historia bardzo mnie poruszyła, nie znam ciebie dobrze, stanęłaś 2 razy na mojej drodze, ale jakoś czułam że jesteś mi bliska. Wesoła, uśmiechnięta, szalona. Myślałam wtedy , coś kobita ukrywa, ale pomimo to jest super 🤩. Podoba mi się twoje podejście, ale też i szczerość i to że jesteś taka bezpośrednia. Twój uśmiech jest taki szczery w oczach widać smutek ale też i błysk. Jestes super i zasługujesz na miano SuperWomen. Brawo trzymam kciuki . 🤗
Gabi to są mega ciężkie historie, które rzutują na całe życie, a zazwyczaj zawsze obronna ręka wychodzi ze związki on lub ona, którzy w życiu codziennym dzieci mało lub w ogóle nie uczestniczyli.To zawsze ta druga strona-nieobecna wychodzi z tego zwyciesko:( niezrozumiałe,a tak najczęściej się dzieje:( głową do góry, zakładaj korone i do przodu
Gabi,dzielna kobieto…♥️😘💪
Gabi jesteś wspaniałą i piękną kobietą nie tylko z zewnątrz ale twoje wnętrze jest piękne. Poznałam Cię na początku po stracie męża, zawsze Cię podziwiałam, a twoja historia …wielki szacunek za odwagę. Życzę Ci prawdziwej miłości bo na taką zasługujesz, życzę Ci z Całego serca bo ty szczególnie na nią zasługujesz. Bądź zawsze sobą, słuchaj zawsze swojego serca, mocno Cię ściskam.
Gabi nie jedno jeszcze przed Tobą a masz już tyle za sobą…Postaram się być z Tobą od czasu do czasu..Bo muszę dbać o swój też pogmatwany los…Jak dam radę zadzwonię i może wspólnie coś zaradzimy w Twym i moim temacie…hej
Gabi dasz radę realizuj swoje marzenia pasje
Gabi nie zmieniaj się niech nigdy nie braknie Ci sił i optymizmu 🤗
Podziwiam i tulę do serca ❤️
Gabrysiu jesteś silną i kochaną kobietą. Inspirujesz inne kobiety i brak mi słów tak po ludzku
Gabrysiu jesteś mega silna. Inspirujesz choć płaczę tak po ludzku
Piękne 💚
Życzę zdrowia i szczęścia
Znałam Twoją historię , jednak przyczytanie tak w skrócie tylu okropnych rzeczy budzi respekt ii refleksje .
Życie to wahadlo, – musi przechylić się na drugą stronę , wiem że tak będzie .
Trzymaj się Gabi
Wiesz ze zawsze powtarzałem ,, Kto jak nie Ty”
Gabi,
NIgdy się nie poddawaj, realizuj marzenia i żyj pełnią życia 🙂
Gabrysiu
Życzę Ci dużo sił i szczęśliwego zakończenia.
Gabrysiu życzę siły i szczęśliwego zakończenia
Gabi 🤗 nie ma drugiej tak silnej kobiety jak Ty.
Podobno co nas nie dobije to nas wzmocni wierzę Gabrysiu ze wszystko co najlepsze jest jeszcze przed Tobą . Czytając mialam oczy pełne łez ..wiele pytań za co ? Dlaczego? ..ale wierzę że właśnie Tobie się uda i jeszcze będziesz szczęśliwa..I zaświeci dla Ciebie słońce ..nadejdą dni radosne bez bólu .dni gdy wszystko okaże się inne ..zasługujesz na to
Ściskam Gabi i trzymam kciuki aby wszystko poukładało się dobrze 🥰
Gabi-dla Ciebie
Gabrysiu
Masz w sobie ogromne pokłady energii. Jesteśmy sobiebobce ale wymiana kilku zdań i czuję Teoje ciepło i dobro.
Twoją Historię przeczytałam jednym tchem. Podziwiam Twoją odwagę. Na pewno to życie sobie ułożysz.
Ściskam cieplutko
Ania W-P
Gabrysiu nie znałam wszystkich faktów z Twojego życia,podziwiam Cię i jestem pewna, że dasz sobie radę w życiu, już sobie dajesz i napewno będziesz szczęśliwa
Brawo Silna kobieta
Poprostu bez komentarza ..trafia prosto w serce ..nie wiem co powiedzieć, brak słów