Piszę pamiętnik i często zastanawiałam się nad publikacją książki, żeby podzielić się moimi doświadczeniami z innymi kobietami. Zawsze wtedy pojawiała się w mojej głowie jedna myśl: “To będzie książka o nadziei.”
Samo pisanie pamiętnika było swego rodzaju zadaniem terapeutycznym, pozwalającym mi uporządkować myśli, spojrzeć na zdarzenia z innej perspektywy, obserwować, jak mój charakter ewoluuje.
Zaczęłam w bardzo trudnym dla mnie momencie – załamania nerwowego, z którego bardzo długo dochodziłam do siebie. Jednak tłumienie emocji, setki niewypowiedzianych słów, które nosiłam w sobie, doprowadziły mnie na skraj wytrzymałości (nie spałam 3 doby pod rząd). I skrywane w tajemnicy historie. Kto kiedykolwiek doświadczył załamania nerwowego, ataków paniki czy depresji, wie, że człowiek nie ogarnia sam siebie, nie jest w stanie nad sobą zapanować. Trudno jest wytrenować umysł przyzwyczajony do utartych schematów myślenia o sobie gorzej niż o innych, życia w ciągłym poczuciu winy.
Miałam specyficzne dzieciństwo, naznaczone śmiercią młodszej siostry. Moment o tyle przełomowy, że wtedy, jako niespełna 6-latka, przysięgłam sobie nie sprawiać kłopotów. Przebitki z dzieciństwa to wracający ze szpitala rodzice. Wrócili sami. To był kwiecień, razem z babcią i młodszą siostrą przygotowywałyśmy się do Wielkanocy. Do tej pory nie lubię tych świąt. I te pytania oraz komentarze ludzi po pogrzebie. Nie brałam w nim udziału i bardzo dobrze. Do tej pory chodzę tylko żegnać bliskie mi osoby, nie “bo tak wypada”.
Więc nie powiedziałam rodzicom, gdy molestował mnie brat babci. Nie wspominałam o bólu brzucha codziennie przed szkołą, bo dokuczano mi, że mam “wary obciągary”. I sama przeżywałam gwałt, którego doświadczyłam jako 19-latka ze strony starszego partnera. Pomimo tego nigdy nie znienawidziłam mężczyzn. Nie obwiniam ich o całe zło tego świata. Mam więcej kolegów niż koleżanek i to co najmniej dwukrotnie. Dogaduję się z nimi i zawsze wymagam traktowania jako równorzędnej partnerki.
Ale ciało nie zapomina. Obejrzenie scen przemocy seksualnej w telewizji absolutnie mnie przerasta. W sytuacji zagrożenia zaciskam razem nogi. Niespodziewany dotyk sprawia, że sztywnieję. Potencjalnego partnera najpierw przez jakiś czas próbuję sobie obrzydzić, żeby znowu się nie rozczarować. Trudno mi oddać komuś kontrolę, więc jestem nad wyraz samodzielna.
Teraz jednak patrzę na moje doświadczenia z perspektywy 42-latki. Kobiety silnej, spełnionej, szczęśliwej i świadomej swojej wartości. Lubiącej seks. Kochającej swoją pracę. Niezależnej finansowo. Asertywnej. Wiem, że przetrwam każdy sztorm. Wierzę, że z beznadziejnej nawet sytuacji można wyciągnąć coś dobrego. Zachwycam się małymi rzeczami. I mam jedno wielkie marzenie – znowu kochać. Wzajemnie i do końca życia.
To wszystko nie wydarzyło się samo. Jest efektem regularnej terapii, tysięcy wzlotów i upadków, ogromnej pracy nad sobą, siły charakteru.
Ale jestem dowodem na to, że możesz wszystko!




