Moja życiowa droga nie należała do typowych. Nie brakowało na niej wyzwań, ale nigdy nie pozwoliłam, by ograniczenia decydowały o moich wyborach. Chęć pozostania sobą i życia w zgodzie z własnymi wartościami sprawiła, że po pięćdziesiątce odważyłam się całkowicie zmienić swoje życie zawodowe.
Przez 18 lat pracowałam w instytucji, którą wybrałam z pasji. Lubiłam swoją pracę i ludzi, z którymi ją wykonywałam. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się nowego przełożonego. Atmosfera oparta na manipulacji, konfliktach i podporządkowaniu była sprzeczna z moimi zasadami. Nie potrafiłam zrezygnować z własnego zdania ani odwrócić się od zespołu, którym kierowałam. Zostałam zdegradowana i postawiona przed wyborem podrzędnego stanowiska.
W tym czasie kończyłam studia magisterskie i podyplomowe. Wiedziałam, że jeśli niczego nie zmienię, stracę siebie. Mój mąż widział, jak bardzo mnie to wyniszcza. Dzięki wsparciu naszej wspólnej koleżanki otrzymałam propozycję pracy w biurze rachunkowym. W jeden dzień zamknęłam za sobą osiemnaście lat zawodowego życia. Nie myślałam o utracie stabilizacji, nagrody jubileuszowej czy wysokiej odprawy emerytalnej. Ważniejsze było odzyskanie spokoju i poczucia sensu.
Nowa praca okazała się wymagająca. Długie dojazdy, niższe wynagrodzenie i zupełnie obca branża były dużym wyzwaniem dla humanistki. Trafiłam jednak na fantastyczną szefową i życzliwy zespół. Szybko nauczyłam się nowych obowiązków, a po pół roku zostałam kierownikiem biura. Wprowadzałam nowe rozwiązania, jednocześnie ucząc się rachunkowości od swoich koleżanek.
Choć dobrze wykonywałam tę pracę, wiedziałam, że moją największą pasją jest praca z ludźmi. Dzięki zaufaniu szefowej mogłam równolegle prowadzić szkolenia i pracować jako trener. Wyjazdy, spotkania i możliwość dzielenia się wiedzą dawały mi ogromną satysfakcję. Czułam, że wróciłam do tego, co kocham najbardziej.
Po ponad dwóch latach kryzys finansowy zmusił biuro do redukcji zatrudnienia. Wiedziałam, że młodsza koleżanka, od lat związana z firmą, bardziej potrzebuje tego miejsca niż ja. Sama zrezygnowałam z etatu, pozostając przy działalności szkoleniowej. Przez kolejne dwa lata prowadziłam szkolenia w całej Polsce, ucząc, doradzając i wspierając innych.
Niespodziewanie otrzymałam propozycję objęcia funkcji zastępcy burmistrza. Długo się wahałam, ale uznałam, że warto podjąć kolejne wyzwanie. Przez dziewięć miesięcy pełniłam tę funkcję, zdobywając nowe doświadczenia. Po zakończeniu kadencji pozostałam w urzędzie, zajmując się kontrolą, współpracą z organizacjami pozarządowymi oraz budżetem obywatelskim. Zyskałam zaufanie współpracowników i przekonałam się, że odwaga w podejmowaniu decyzji zawsze procentuje.
Łącznie przepracowałam 42 lata. Plany dalszego rozwoju zawodowego po przejściu na emeryturę pokrzyżowała pandemia. Mimo to nie przestałam wierzyć, że warto marzyć.
Podczas studiów podyplomowych mieliśmy zapisać trzy największe marzenia. Moje były proste: napisać książkę, zostać burmistrzem i popłynąć gondolą w Wenecji. Napisałam i wydałam bajki dla dzieci. Zostałam zastępcą burmistrza. Do Wenecji jeszcze nie dotarłam, ale zwiedziłam Rzym. Wiem, że marzenia nie zawsze spełniają się dokładnie tak, jak je planujemy, ale warto za nimi podążać.
Dziś mogę powiedzieć z przekonaniem: największym sukcesem nie były stanowiska ani osiągnięcia. Najważniejsze było to, że nigdy nie przestałam być sobą. Każda zmiana, nawet najtrudniejsza, prowadziła mnie do miejsca, w którym naprawdę chciałam być.





Dzieli nas 20 lat ,ale przy Pani Jasi czułam się jakbym przebywała z równolatką. Zawsze uśmiechnięta,pełna energii i pomysłów. Przy niej mogłam swobodnie opowiadać o swoich marzeniach, ambicjach i powodzeniach wiedząc,że szczerze mi kibicuje i nie ma w Niej grama zawiści.Piękny człowiek.
Historia Pani Janiny może być inspiracją dla kobiet, które obawiają się zmian i ich konsekwencji. Pokazuje, że nigdy nie jest za późno by zawalczyć o swoje marzenia i odmienić swoje życie, nie rezygnując przy tym z bycia sobą. Pani Janina jest jednak wzorem nie tylko dla kobiet w dojrzałym wieku. Jej energia, odwaga i konsekwencja w dążeniu do celu mogą być także ogromną motywacją dla młodych dziewczyn. To właśnie te cechy pokazują, że sukces nie zależy od wieku, lecz od determinacji i wiary w siebie.
Wierzę i jestem pewna że Wenecja czeka na Ciebie .Jasiu cudownie,że podzielilas się swoją historią bo jesteś przykładem dla kobiet,które z różnych przyczyn zwątpiły w siebie.Jesteś przykładem ,że warto walczyć o swoje.Jestes wspaniała mądra kobieta o wielkim sercu.Teraz to już tylko zycze Ci zdrowia by realizować marzenia i podroze, które tak lubisz.Jestem taka dumna,że Cię znam.Pozdrawiam serdecznie.Danusia
Jasia ,którą pamiętam była młodą dziewczyną z pasją , uparcie dążącą do celu ,jeśli trzeba było potrafiła nauczyć się całej książki na pamięć. To było wyzwanie. Zawsze koleżeńska , nie było dla niej rzeczy nie do wykonania. Nasze drogi po maturze trochę się rozeszły, ale zawsze jesteśmy w kontakcie. Na spotkaniach naszych dziewczyn widzę, że nie zmieniła swego kierunku życia. Zawsze dąży do wyznaczonego celu. Brawo!!!!
Janinka, którą znam od 50 lat to Kobieta reprezentująca siłę charakteru, nie bojąca się ryzyka, podejmująca wciąż nowe wyzwania, potrafi powiedzieć stanowcze “nie” i zadbać o swoje sprawy osobiste. Jej niezwykłym talentem jest lekkość w pisaniu pięknych literackich treści, w tym wierszy, życzeń np. urodzinowych . Jej profesjonalne podejście do spraw zawodowych i społecznych sprawiło, że czuje się usatysfakcjonowana swoimi osiągnięciami w relacjach zawodowych i osobistych, i to jest w życiu najważniejsze. Dla mnie osobiście czas spędzony w jej towarzystwie jest czasem bezcennym 🙂
Znam Jasie od szkoły średniej i podziwiam. Zawsze jest sobą, ma swoje zdanie i w związku z tym, wielką odwagę, aby przy nim trwać i nie bać się konsekwencji. Otwarta na ludzi, empatyczna i wrażliwa. JASIA to Wielkie Serce, emanuje radością i jestem dumna, że są takie kobiety, jak Ona. Jasiu masz mój głos. Wielkie gratulacje ❤️