Historia w kategorii:

Działalność społeczna

Nie mam supermocy. Mam sprawczość

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Mam taką zasadę: jak mi jest w życiu źle, to robię komuś dobrze.

I właściwie tym jednym zdaniem mogłabym opisać prawie dziesięć lat mojego działania.

Zaczęło się w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia. Bezpośrednio po śmierci mojego pierwszego męża próbowałam odnaleźć siebie w świecie, który nagle kompletnie zmienił zasady. I właśnie wtedy zorganizowałam akcję dla dzieci z domu dziecka w Legnicy.

Szyliśmy poduszki i przygotowywaliśmy prezenty. Bardzo zależało mi na tym, żeby nie była to sterta jednakowych rzeczy przekazana do placówki. Każde dziecko dostało poduszkę przygotowaną specjalnie dla niego. Coś własnego. Coś, co ktoś zrobił właśnie z myślą o nim.

Nie wiedziałam wtedy, że to będzie początek czegoś, co zostanie ze mną na lata.

Niedługo później koordynowałam zbiórkę pieniędzy na leczenie dwóch dziewczynek chorujących na SMA, córek moich znajomych. Angażowałam ludzi, szukałam możliwości i po raz kolejny przekonałam się, że czasem wystarczy jedna osoba, która zacznie, żeby za chwilę dołączyły kolejne.

Potem były następne akcje. Szyłam bluzy dla dzieci z pogotowia interwencyjnego na Mikołajki. Dla dzieciaków z ośrodka wychowawczego w Piekarach Śląskich uszyłam czapki i kominy. Dla młodzieży z placówki opiekuńczej na Śląsku – bluzy, nerki i workoplecaki.

Za każdym razem potrzeba była inna, ale ja zadawałam sobie to samo pytanie: co mogę zrobić?

Od kilkunastu lat szyję zawodowo. Zbudowałam własną markę od zera. Maszyny przez lata były narzędziem mojej pracy i sposobem na utrzymanie rodziny, ale szybko odkryłam, że mogą być też całkiem niezłym narzędziem do robienia dobra.

W tym roku wymyśliłam największą ze swoich dotychczasowych akcji „100 bluz w 100 dni”.

Postanowiłam uszyć minimum sto bluz dla dzieci zmagających się z chorobami onkologicznymi. Trafią do dzieci związanych z Przylądkiem Nadziei we Wrocławiu i Przystanią Motyli w Bydgoszczy.

Nie mam fundacji ani wielkiego budżetu. Mam maszyny, umiejętności i sporo uporu. Wiedziałam jednak, że sama nie udźwignę kosztów materiałów na sto bluz, więc opowiedziałam ludziom o swoim pomyśle.

I ludzie odpowiedzieli.

Wpłacali pieniądze na materiały, przekazywali własne tkaniny, oferowali rabaty, pomagali w wycinaniu. Firma podarowała nam kartony do zapakowania gotowych bluz. Ktoś dawał pieniądze, ktoś materiały, ktoś kilka godzin swojego czasu, ktoś kontakty. Każdy tyle, ile mógł.

I to jest chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy, których nauczyły mnie te wszystkie lata – dobro naprawdę potrafi uruchamiać kolejne dobro.

Nie udało mi się natomiast uszyć stu bluz w sto dni.

Życie po drodze kilka razy mocno zweryfikowało moje plany. Mogłabym uznać, że nie wyszło. Ale przecież wyjdzie. Jeżeli będzie trzeba, uszyję je w sto dziesięć, sto dwadzieścia albo sto pięćdziesiąt dni.

Termin był moim wyzwaniem. Sto bluz jest moją obietnicą.

I tej zamierzam dotrzymać.

Dzisiaj angażuję się również lokalnie, między innymi jako członkini Rady Kobiet Gminy Kąty Wrocławskie. Łączę ludzi, dzielę się swoim doświadczeniem i angażuję tam, gdzie widzę przestrzeń, żeby zrobić coś dobrego.

Przez prawie dziesięć lat nauczyłam się, że pomaganie nie wymaga wielkich rzeczy. Nie trzeba mieć fundacji, ogromnego budżetu ani mnóstwa wolnego czasu. Nie trzeba też czekać, aż nasze własne życie będzie idealnie poukładane.

Trzeba czasem po prostu rozejrzeć się dookoła i pomyśleć: co ja mam?

Ktoś potrafi gotować. Ktoś ma samochód. Ktoś zna odpowiednich ludzi. Ktoś może dać dwie godziny swojego czasu albo dwadzieścia złotych.

Ja umiem szyć.
Więc szyję.

Nie uratuję całego świata. Ale od prawie dziesięciu lat staram się robić trochę lepszym ten jego kawałek, do którego akurat jestem w stanie dosięgnąć.
Bo jak mi jest w życiu źle, to robię komuś dobrze.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

3 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze

Brawo 👏🏻👏🏻👏🏻

Piękna droga, wspieram Cię ❤️

JESTES WIELKA, ZAIMPONOWALAS MI

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Monika Miśka Ferenc-Chałada