Przez 16 lat żyłam w małżeństwie, w którym doświadczałam przemocy psychicznej, a czasami również fizycznej. Długo nie potrafiłam z tego wyjść. Jak wiele kobiet w podobnych sytuacjach próbowałam przetrwać, tłumaczyłam, wybaczałam, miałam nadzieję, że będzie inaczej. A przede wszystkim coraz bardziej traciłam samą siebie.
W czerwcu 2022 roku zrobiłam coś, czego przez lata nie miałam odwagi zrobić, poszłam na policję i zgłosiłam męża. To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Rozpoczęła się procedura, później rozwód. Zamiast natychmiastowej ulgi pojawił się jednak ogromny stres. Bałam się jego reakcji, konsekwencji swojej decyzji i tego, jak będzie wyglądało życie moje i moich córek.
Kilka miesięcy później mój organizm zaczął wysyłać sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Jesienią pojawiło się ogromne zmęczenie. W grudniu zaczął rosnąć mi brzuch. Styczeń 2023 roku usłyszałam diagnozę – rak jajnika i nagle w jednym czasie działo się właściwie wszystko.
Rozstanie sprawa rozwodowa, strach o dzieci i przyszłość. Nowotwór, operacja, leczenie, praca, pomiędzy tym wszystkim próba zbudowania życia od początku.
Nie czytałam statystyk. Nie chciałam wiedzieć, jakie mam procentowe szanse. Wiedziałam jedno…mam dwie córki i mam po co żyć. Przez większość leczenia pracowałam. Jednocześnie kończyłam studia podyplomowe. Zrobiłam również kurs mediacji. Dzisiaj czasami sama zastanawiam się, jak byłam w stanie pomieścić to wszystko w jednym czasie, ale chyba właśnie to uratowało mi głowę. Byłam cały czas zajęta. Miałam pracę, naukę, dzieci, studia i obowiązki. Były kolejne chemie, wizyty i wyniki, ale pomiędzy nimi istniało normalne życie. Nie miałam czasu każdego dnia zastanawiać się, czy umrę. Miałam rzeczy do zrobienia.
Nie chcę tworzyć historii kobiety, która przez wszystko przeszła z podniesioną głową i ani razu się nie bała. Bałam się, bywałam zmęczona, wściekła i bezsilna, bałam się, że nie dam rady finanasowo, bo musiałam wynająć mieszkanie.Były momenty, kiedy miałam po prostu wszystkiego dość.Tylko, że nie miałam kiedy się rozsypać i może właśnie dlatego szłam dalej.
Dzisiaj, kilka lat później, patrzę na swoje życie zupełnie inaczej. Jestem po rozwodzie. Wychowuję dwie córki. Leczenie dobiega końca. Mam swoje plany, marzenia i przede wszystkim odzyskałam coś, co przez wiele lat gdzieś po drodze zgubiłam – siebie.
Po latach życia z człowiekiem, przy którym stopniowo traciłam poczucie własnej wartości, uczę się siebie od nowa. Uczę się mówić „nie”, stawiać granice, wybierać ludzi, przy których nie muszę zasługiwać na szacunek i zwyczajnie cieszyć się życiem.
Zaczęłam również mówić o swojej historii publicznie. Stworzyłam miejsce, w którym piszę między innymi o przemocy, chorobie, rozwodzie, kobiecości i zaczynaniu od nowa. Nie mam gotowej recepty na życie, ale chcę jednak, żeby kobieta, która być może właśnie siedzi w domu i zastanawia się, czy ma siłę odejść, wiedziała, że po drugiej stronie naprawdę może być nowe życie.
Chcę też pokazywać, że człowiek po chorobie nie musi już zawsze być „pacjentem onkologicznym”. Można znowu być kobietą, mamą, przyjaciółką. Można wyjechać na wakacje, śmiać się, robić plany, umawiać się na randki, popełniać błędy i zastanawiać się, co założyć na imprezę. Można po prostu znowu żyć.
Nie wiem, czy jestem SuperWOMAN. To określenie jest dla mnie trochę za duże. Nie czuję się bohaterką.
Jestem kobietą, która przez 16 lat żyła w przemocy, znalazła w sobie siłę, żeby powiedzieć „dość”, kilka miesięcy później usłyszała diagnozę nowotworu i w czasie, kiedy jej dotychczasowe życie rozpadało się na kawałki, postanowiła budować następne. Kawałek po kawałku i chyba dopiero dzisiaj widzę, jak długą drogę przeszłam.
Nie miałam kiedy się rozsypać. Byłam zbyt zajęta budowaniem siebie od nowa.





Jesteś najlepszą Lejdis <3
Jesteś wielka żyj baw się, kochaj i nie oglądaj sie za siebie. Jest taka piosenka ,,ale to juz było i nie wróci więcej ,, i tego sie trzymaj
Ewa, dziękuję ❣️