Historia w kategorii:

Życie osobiste

Nie poddaję się walczę

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Urodziłam się w dużym mieście. Dzieciństwo wspominam źle. W domu była bieda, często chodziłam głodna. Kiedy miałam osiem lat, moja mama mnie opuściła. Byłam najmłodszą z trzech córek. Wychowywałam się u obcych ludzi, a moi rodzice założyli nowe rodziny.

W wieku 18 lat wyszłam za mąż i urodził się mój syn. Mąż trafił do zakładu karnego za gwałt, więc się z nim rozstałam. Później wyszłam za mąż po raz drugi. Z drugim mężem dobrze trafiłam, ale nie mieliśmy wspólnych dzieci.

Kiedy mój syn miał 23 lata, uległ wypadkowi drogowemu. Po wypadku żył jeszcze trzy lata, a później zmarł. To moja wielka życiowa tragedia.

W 2017 roku zmarł mój mąż. Później, w 2020 roku, zgłosiłam się do lekarza rodzinnego po skierowanie na badania. I tu nastąpił kolejny dramat. Lekarz stwierdził złośliwy nowotwór żołądka.

Przez cztery miesiące przechodziłam badania w szpitalu. Czekałam nieraz po osiem godzin, aby zbadał mnie onkolog i ocenił, czy operacja może się odbyć. Powiedziano mi, że lekarze nie są pewni, czy zabieg przebiegnie prawidłowo, ponieważ guzy znajdowały się w trudno dostępnym miejscu.

W dniu operacji jechałam na salę z uśmiechem na twarzy. Wszyscy dziwili się, że się nie boję. Operacja trwała cztery godziny. Lekarze usunęli mi połowę żołądka. Jeden guz wycięli w całości, a drugi tylko częściowo, ponieważ więcej nie dało się zrobić.

Po operacji zaczęłam działać jako wolontariuszka. Wydawałam posiłki osobom bezdomnym i ubogim. Z chorymi i samotnymi ludźmi jeżdżę do lekarzy oraz na badania. Wiele takich osób zgłaszam do Szlachetnej Paczki i pomagam im szukać także innych form wsparcia.

Nigdy nie należy się poddawać ani załamywać. Trzeba walczyć. Jestem bardzo radosną kobietą. Każdemu człowiekowi przekazuję dobre słowo i uśmiech.

W mediach społecznościowych mam wspaniałych znajomych i przyjaciół. Są wśród nich ludzie bardzo wykształceni, a ja jestem skromną kobietą po szkole zasadniczej. Dzięki tym znajomościom spotkało mnie jednak wiele dobrego. W moim mieście na usunięcie woreczka żółciowego czekało się osiem miesięcy. Napisałam do znajomego profesora, który jest ordynatorem w szpitalu, i to on osobiście mnie operował. Nagrał też ze mną film do mediów społecznościowych.

Niektórzy ludzie mówią, że jestem aniołem, ale ja tak nie uważam. Po prostu pomagam ludziom i będę pomagać dalej.

Wracając do mojej choroby: rak nie jest wyrokiem. Trzeba myśleć pozytywnie i nigdy się nie załamywać. Życie jest piękne. Każdy kolejny rok, miesiąc i dzień życia jest radością.

Mimo wielu chorób pomagam jeszcze mojemu wnukowi, który ma 28 lat. Chwilowo mieszka u mnie. Jest po ciężkim wypadku i dwóch operacjach trepanacji czaszki. Może liczyć tylko na mnie.

Mimo ciężkich przeżyć nigdy się nie poddawaj. Walcz i bądź silna psychicznie.

Moje siostry zabrały wszystko, co zostało po naszych rodzicach i ich drugich związkach. Ja nie otrzymałam nic z ich majątku. Proszę mi jednak wierzyć – pieniądze to nie wszystko. One mają wszystko, a ja mam choroby i małą rentę rodzinną. Mam jednak szacunek ludzi i to jest piękne, bo jestem uczciwą kobietą.

Życie wiele mnie nauczyło. Dzisiaj jestem w stanie załatwić różne sprawy, chociaż kiedyś nie potrafiłam załatwić niczego. Życie wszystkiego nauczy.

Dziękuję każdemu, kto przeczyta to, co napisałam prostymi słowami, ale prosto z serca. Nie wszyscy ludzie muszą być wykształceni. Czasami prosty człowiek ma w sobie więcej kultury, dobroci i serca niż niejeden człowiek wykształcony.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze

Poznaj inne historie

Autorka historii:

historia anonimowa