I wydawało się, że wszystko będzie pięknie…
Ułożone życie, praca, dom, dzieci, uśmiech na twarzy – wszystko pod kontrolą. Zawsze odważna, wygadana, pewna siebie. A jednak… ten lęk, paraliż w środku, którego nie dało się wykrzyczeć. Praca była dla mnie ucieczką. Tam mogłam być sobą. Tam odnosiłam sukcesy – ten najważniejszy to tytuł Zawodowca Roku 2022 w kategorii fryzjerstwo. Nigdy go nie zapomnę. To był dzień, w którym czułam, że wreszcie jestem na fali. Moje dzieci cieszyły się razem ze mną, brały przykład. Miałam wrażenie, że idziemy razem do przodu, mimo że w domu wcale nie było łatwo.
Potem pojawiła się miłość. Nadzieja, że może teraz wszystko się ułoży.
Ale los potrafi zaskoczyć – i to tak, że ziemia usuwa się spod nóg.
To był zwykły wieczór. Przed kąpielą zdjęłam bieliznę i poczułam mały guzek na piersi. Pomyślałam: „Pewnie gruczoł, przejdzie.” Ale nie przechodził. 7 lutego trafiłam do ginekologa. USG, czarna plama, natychmiastowe skierowanie do onkologa. Biopsja. Wynik? Bezlitosny: rak piersi trójujemny, komórki namnażające się w zawrotnym tempie.
I nagle wszystko przestaje być „pod kontrolą”.
04.04.2024 – pierwsza chemia. 12 białych wlewów, potem 4 czerwone. 08.08 – najgorszy dzień. Silny ból brzucha, strach, że nie dożyję rana. Włosy? Moje ukochane długie blond włosy – wypadały garściami. Płakałam. Goliła mnie córka. Ale zrobiłyśmy z tego coś wspólnego, nawet się śmiałyśmy. 09.09 – operacja, w urodziny taty. Potem radioterapia. 12.12.2024 – dobre wyniki. Uff.
Było ciężko. Bardzo. Czasem nie miałam siły wstać z łóżka. Ale starałam się uśmiechać. Dla dzieci. Dla siebie. Dla innych. Pracowałam między wlewami. Bo nie chciałam, żeby choroba zabrała mi wszystko. Praca to była moja kotwica.
Czy miałam wsparcie? Mama była codziennie przy telefonie, choć dzieliło nas 300 km. Zawsze odbierała. I tylko przy niej pozwalałam sobie płakać. Dzieci wiedziały wszystko. Nie chciałam ich oszukiwać. Wiedziały, że choruję, że bywa źle. I widziały też, że mimo to można się śmiać, planować, marzyć.
Choroba weryfikuje ludzi. Nie wszyscy, na których liczyłam, byli obok. Ale ci, którzy zostali – dali mi siłę. Pomogła też moja upartość. Zadaniowe podejście. Dzień po dniu, wlew po wlewie. Czarny humor, śmiech przez łzy. I wiara, że jeszcze będzie dobrze.
Moje przesłanie?
Walcz. Każdego dnia. Uśmiechaj się mimo wszystko. Bo to, co dziś wydaje się końcem świata, jutro może być początkiem czegoś nowego.
A ja… ja nazywam się Lucyna. To imię znaczy „niosąca światło”. I właśnie to światło – chcę dziś przekazać Tobie.





Moja mama to naprawdę wspaniała osoba, będąc sobie w stanie poradzić z tak intęsywną chorobą, mimo że droga leczenia była bardzo ciężka to nie lada wyczyn.
Rak chodzi w spak. A rak czytany od tyłu (wspak) znaczy kara.
Jako zodiakalny rak co nieco o tym wiem.
znam tą historię jak nikt inny. Lucyna jest moją mamą, jej chorobę przechodzilysmy razem. Każdego wieczoru tak strasznie się bałam że obudzę się bez mamusi, lecz siła jaką w sobie posiada moja mama jest nie do opisania. Kocham ją najmocniej na świecie i od zawsze wiedziałam że uda jej się wygrać tak okropną walkę. Niesamowite było to jak moja mama mimo bólu potrafiła dalej chodzić uśmiechnięta żeby nas nie martwic, lecz było kilka takich momentów, w których już nawet na zwykły uśmiech nie miała siły. Wydaje mi się że ja na jej miejscu nie dała bym rady być tak pozytywna, dlatego już na zawsze będę podziwiać moją kochaną mamę.
Lucyna, dziękuję za twoje światło. Jesteś autentyczna i za to Cię cenię.
Ciocia Lucynka to najdzielniejsza osoba jaką kiedykolwiek w zyciu spotkałam. Zawsze radosna, uśmiechnięta, życzliwa. Jest też osobą, która nie zasłużyła na to aby cierpieć przez tak straszną chorobę. Dzięki woli walki, chęci do zycia i determinacji walczyła z całych sił. Udało się!! Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna
Niech to “słońce po przysłowiowej burzy” będzie z Tobą już cały czas 😘
Lucynko – tylko zwycięstwo!
Niezwykła historia, która może motywować innych.
Oddaję głos na Lucynę. Poznałam ją na onkologii. Sympatyczna uśmiechnięta i mądra kobieta. Podpisuję się pod artykułem dwoma rękami
Ciocia Lucynka to najdzielniejsza osoba jaką kiedykolwiek w zyciu spotkałam. Zawsze radosna, uśmiechnięta, życzliwa. Jest też osobą, która nie zasłużyła na to aby cierpieć przez tak straszną chorobę. Dzięki woli walki, chęci do zycia i determinacji walczyła z całych sił. Udało się!! Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna ❤️
Wytrwałość i cierpliwość zwycięzyły
Głosuję na historię Lucynki. Bardzo dzielnie i wytrwale walczyła każdeg dnia o powrót do zdrowia.
Tak to niezwykła kobieta,silna , piękna i z pasjami.
Oddaję swój głos na historię Lucynki. Znam ją od początku i wiem doskonale jaką walkę musiała stoczyć, aby zwalczyć chorobę. Była bardzo dzielna i nie wątpiła w odzyskanie swojego zdrowia.
Kobieta dynamit, słowa „poddaję się „ nie ma w jej słowniku,zawsze na pełnej petardzie,przebojowa i kompetentna,pełna energii i optymizmu,wulkan pomysłów i energii 😍