Historia w kategorii:

Życie osobiste

Od ofiary do kreatorki

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Przez wiele lat nie wierzyłam, że kiedyś będę miała odwagę opowiedzieć publicznie swoją historię. Byłam cichą, nieśmiałą i zakompleksioną dziewczyną, która podczas publicznego zabierania głosu robiła się cała czerwona. Dziś jestem tą samą kobietą, ale patrzę na siebie zupełnie inaczej. Wiem już, że mam w sobie siłę, odwagę i mądrość. I wiem, że człowiek może się zmienić – nie po to, żeby stać się kimś innym, ale żeby wreszcie zobaczyć i zaakceptować siebie.

Moje życie nie było łatwe. Doświadczyłam bardzo trudnego dzieciństwa, biedy, przemocy fizycznej i psychicznej, nadużycia seksualnego. Przeżyłam śmierć bliskich osób – brata, siostry, która zmarła niemal na moich rękach, mojego ojca i przyjaciółki. Był rozwód, depresja i moment, w którym pojawiły się myśli samobójcze. Były chwile, kiedy naprawdę myślałam, że już się nie podniosę.

Nie opowiadam o tym po to, żeby wzbudzić współczucie. Opowiadam, bo wiem, że trudne doświadczenia nie muszą być końcem naszej historii. Mogą stać się początkiem ogromnej zmiany. W pewnym momencie zrozumiałam, że nie mogę zmienić tego, co już się wydarzyło. Mogę natomiast zdecydować, co zrobię z tym doświadczeniem. Zaczęłam szukać odpowiedzi w sobie. Skorzystałam z psychoterapii, coachingu, warsztatów i wielu form pracy nad sobą. Uczyłam się rozpoznawać emocje, stawiać granice, komunikować swoje potrzeby, pracować z przekonaniami i budować poczucie własnej wartości. Krok po kroku przestawałam żyć z pozycji osoby, której życie „się przydarza”, a zaczęłam brać odpowiedzialność za to, na co rzeczywiście mam wpływ.

To nie była jedna wielka przemiana. To był proces. Czasem trudny, czasem bolesny, czasem bardzo piękny. Zrozumiałam, że nie muszę być idealna. Nie muszę też udawać, że zawsze jest dobrze. Dla mnie świadomość oznacza zgodę na całe spektrum emocji i uczciwość wobec siebie.

Dziś wiem, że szczęście nie polega na tym, że życie staje się idealne. Jest raczej wewnętrznym stanem, który budujemy poprzez akceptację, wdzięczność i świadome wybory. Nauczyłam się również mówić „nie”, kiedy coś jest niezgodne ze mną, i mówić „tak” temu, co naprawdę jest moje.

Moja droga doprowadziła mnie także do napisania książki. Nie planowałam zostać autorką. W dwa dni podjęłam decyzję, która wcześniej wydawała mi się niemożliwa.

Dziś porównuję życie do ogrodu. Nie każdy z nas dostał na początku taką samą glebę. Jedni mieli dobry fundament, inni musieli najpierw oczyścić ziemię z chwastów, zadbać o siebie i dopiero potem coś zasadzić. Ja swoją glebę musiałam długo pielęgnować. I nadal to robię.

Dlaczego zgłaszam się do SuperWOMAN? Bo kiedyś nie wierzyłam, że mogę wyjść z cienia. Dziś stoję przed światem i mówię o swojej historii. Nie dlatego, że jestem kobietą, która pokonała wszystko. Jestem kobietą, która nauczyła się podnosić, wybierać siebie i iść dalej.

Chcę, żeby moja historia trafiła do kobiety, która właśnie dziś myśli: „Już nie dam rady”. Chcę jej powiedzieć: nie wiem, jaka będzie Twoja droga, ale wiem, że trudny rozdział nie musi być końcem książki. Możesz napisać kolejny.

Dziś mówię z pełną świadomością:
TAK. Jestem SuperWOMAN – nie dlatego, że jestem niezniszczalna, ale dlatego, że po tym wszystkim, czego doświadczyłam, nadal wybieram życie, rozwój, miłość i radość.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

8 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze

Jestes przykładem że można wszystko❤️

dziękuję za tak miłe słowa

Renato Twoja historia jest dla mnie szokiem i zaskoczeniem bo tak na prawdę nigdy nie dałaś po sobie poznać co tak naprawdę kryjesz w sobie, jakie dźwigasz brzemię i jak bardzo zostałaś zraniona w swym życiu Zawsze widziałam w tobie dobrego pogodnego człowieka. Taką przyjazną duszę. Cieszę się, że potrafiłaś się otworzyć i wyżucić z siebie to co tak bardzo Cię bolało. Ja tak nie potrafię. Życzę Ci tylko dobra na swej drodze.❤️

Dziękuję Ci z serca za te słowa. Przez wiele lat rzeczywiście pokazywałam światu głównie tę pogodną część siebie, a to, co bolało, zostawiałam dla siebie. Dziś wiem, że opowiedzenie tej historii było ważnym krokiem — nie po to, żeby wracać do przeszłości, ale żeby pokazać, że można się z niej podnieść i zacząć żyć inaczej.

Renatko, Twoja historia jest mi bardzo bliska.
Niech Ci się darzy♥️

Dziekuję 🙂 To, że napisałaś, że moja historia jest Ci bliska, bardzo mnie poruszyło. Chyba właśnie dlatego zdecydowałam się ją opowiedzieć — żeby ktoś, kto przechodzi przez coś podobnego, poczuł, że nie jest z tym sam. Niech i Tobie się darzy, z całego serca.

Renato, czytając Twoją historię, poczułam ogrom wzruszenia. ❤️ Dziękuję za odwagę, z jaką pokazałaś nie tylko swoje rany, ale też drogę, którą przeszłaś. Takie historie dają nadzieję wtedy, gdy ktoś myśli, że wszystko już stracone. Niech Twoje słowa dotrą do kobiet, które właśnie dziś potrzebują uwierzyć, że po burzy naprawdę może przyjść słońce.

Dziękuję Ci za tak piękne słowa.Samo napisanie tej historii było dla mnie ogromnym przeżyciem, bo łatwiej jest mówić o tym, co już poukładane, niż pokazać miejsca, które kiedyś bardzo bolały. Jeśli moje doświadczenia mogą dać choć jednej kobiecie odrobinę nadziei i sprawić, że pomyśli „może ja też dam radę”, to wiem, że warto było się otworzyć.

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Renata Rudnicka