STAŁAM SIĘ SILNIEJSZA I ODKRYŁAM SWOJĄ MISJĘ

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Udział w konkursie Prawo Kobiet pokazał mi, że mówienie głośno o poronieniu jest potrzebne. To nie powinien być temat tabu. Otrzymałam wiele wspierających komentarzy i wiadomości. Dzięki temu, że podzieliłam się swoją historią, wiele kobiet się przede mną otworzyły. Przyznały, że też doświadczyły straty, ale nie mają odwagi o tym mówić. Ufam, że mój przykład doda im odwagi i przestaną milczeć. Wierzę, że otwarcie się na rozmowę o poronieniu, pomoże im otworzyć nowy etap w życiu.

Michaela Fuchs

Dwa razy straciłam dziecko – stałam się silniejsza i odkryłam swoją misję

Gdy wychodziłam za mąż, miałam w głowie konkretny plan na życie. Chciałam, by przed trzydziestką nasza rodzina liczyła trójkę dzieci. Wydawało się to całkiem realne, miałam jeszcze cztery lata. Ale jak to mówią: człowiek planuje, Pan Bóg się uśmiecha.

W 2020 roku świat stanął na głowie. Pandemia zmieniła wszystko: rytm codzienności, dostępność opieki zdrowotnej, poczucie bezpieczeństwa. W maju zobaczyłam na teście dwie kreski. Ogromna radość: byliśmy już rodzicami dwójki dzieci, a ja czułam, że mój plan właśnie się spełnia. 

Gdy poronisz, zostajesz sama

Na jednej z wizyt usłyszałam od lekarza: „serce przestało bić”. Bez słowa „przykro mi”, bez wyjaśnień. Tylko diagnoza: poronienie chybione. I skierowanie do szpitala.

Zdecydowałam, że nie chcę łyżeczkowania. Wiedziałam, że nie zawsze jest konieczne. Chciałam poczekać, aż organizm sam się oczyści. Było to trudne i bolesne. Mimo licznych krwotoków, trzymałam się swojej decyzji. Pewnego dnia, podczas krótkiego wyjazdu do Opola, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Krwotok w kolejce po lody zakończył się wezwaniem karetki.

Trafiłam do szpitala. Dowiedziałam się, że zabieg wykonywany jest tylko w razie konieczności. Poczułam, że mogę zaufać. W tym czasie dużo się modliłam. Czułam Bożą obecność. Dzięki wierze to przetrwałam. 

Tylko jedna osoba okazała serce

W całym tym doświadczeniu najbardziej zapadła mi w pamięć salowa. To ona zauważyła moje emocje, zainteresowała się moją sytuacją, porozmawiała z lekarzem. Dzięki niej mogłam szybciej wrócić do domu. Mój syn tak bardzo za mną tęsknił, że przestał jeść.

Zorganizowaliśmy pogrzeb. Dla mnie był to rytuał zamknięcia – symboliczne pożegnanie z kimś, kto dla świata być może nie istniał, ale dla mnie znaczył wszystko.

Wtedy pojawiło się we mnie pragnienie, by mówić o tym głośno. O tym, co się naprawdę czuje. O żałobie, potrzebie godności i empatii w cierpieniu.

Druga strata – inna lekcja, inna twarz

Dwa lata później znów zobaczyłam dwie kreski. Miałam już troje dzieci. Czułam się silniejsza, bardziej świadoma.

Na jednej z wizyt lekarz potwierdził, że ciąża rozwija się prawidłowo. Ale kilka dni później usłyszałam słowa, których żadna kobieta nie chce usłyszeć: „serce nie bije”. Tym razem dowiedziałam się, że dziecko miało poważne wady rozwojowe.

Zdecydowałam się na hospitalizację. Choć początkowo spotkałam się z brakiem zrozumienia, jedna z lekarek – ginekolożka – okazała serce. Dzięki niej zostałam przyjęta na oddział.

Zabrałam ze sobą laptopa, by pracować. Gdy pojawił się silny krwotok, poczułam, że to wszystko się powtarza. Tym razem były przy mnie były empatyczne pielęgniarki, które mnie wspierały.

Lekarka nie naciskała. Rozmawiała spokojnie. Powiedziała tylko jedno zdanie, które zostanie ze mną na zawsze:
„Możesz się wykrwawić. Twoja rodzina może Cię stracić. Jesteś im potrzebna żywa i zdrowa.” Zgodziłam się na zabieg. Była to dobra decyzja. Okazało się, że organizm nie był w stanie sam się oczyścić.

Dwie straty – dwa przebudzenia

Po pierwszym poronieniu towarzyszył mi ból. Po drugim zrozumiałam, że empatia uzdrawia. Każde z tych doświadczeń wiele mnie nauczyło. Stałam się silniejsza, dojrzalsza, bardziej uważna na siebie i innych.

Po urodzeniu czwartego dziecka wiedziałam już, jak chcę realizować swoją misję. Tak powstał portal E-dzieciaki, na którym dzielę się doświadczeniami z macierzyństwa, pracy i życia. Piszę też o tematach tabu, takich jak poronienie. Wiem, że milczenie rani.

Co chcę Ci dziś powiedzieć?

Po pierwszym poronieniu usłyszałam od bliskiej osoby, że to moja wina. Nie pozwoliłam sobie tego wmówić. Ty też postaw granicę.

Chcę Ci powiedzieć, że poronione dzieci powinny być przez Ciebie uznane. Masz prawo do przeżycia żałoby po swojemu. Nie jesteś sama, jest nas wiele. Jeśli masz w sobie siłę, mów o tym głośno. Twoje świadectwo może komuś pomóc.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

Subskrybuj
Powiadom o
12 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Moje poronienia pokazały mi jak blisko jestem z rodziną czas pokazał mi że nie było przestrzeni na inne dzieci smutek w sercu został ale też nauczyłam się patrzeć dalej przyjmować to jest dla mnie lepsze bo dostajemy to czego potrzebujemy a nie to czego chcemy chociaż to niełatwe ale to prawda

Dziękuję, że podzieliłaś się Twoją historią. Życzę Ci wszystkiego dobrego.

Przeczytałem twoją historię i wiele doświadczyłaś.
Mogę stwierdzić że jesteś silną Kobietą z wyznaczonym celem w Życiu.

Dziękuję za te słowa. Wiele dla mnie znaczą.

Dobrze, że masz odwagę o tym opowiedzieć. Często nie zdajemy sobie sprawy, że poronienie jest dla kobiety sytuacją traumatyczną. Dzięki, że jesteś silna i dajesz siłę innym kobietom.

Gabriela

Poronienie zostawia w nas ślad do końca życia. Uważam, że czas o tym mówić. To nie jest sprawa, którą należy zamiatać pod dywan. Ważna w tym zakresie jest też edukacja, bo wiele osób nie wie, jak się zachować w takiej sytuacji i popełnia rozmaite gafy. Niektóre teksty, które usłyszałam wyrządziły mi większą krzywdę niż poronienie. Nie potrafię ich zapomnieć.

Poruszająca historia. Domyślam się, że jest udziałem wielu kobiet w Polsce. Jak wiele z nich spotkało się z podobną bezdusznością? Jak wiele z nich cierpi w samotności. Bez zrozumienie, bez akceptacji, bez wsparcia.
Dlatego uważam, że ta historia i projekt pomagania innym kobietom przez portal e-dzieciaki, zasługują na wsparcie.

Panie Krzysztofie,
bardzo dziękuję za ten komentarz. Na portalu e-dzieciaki.pl poruszam wiele trudnych tematów związanych z rodzicielstwiem. Opisuję różne odcienie szarości. Takie głosy jak Pana dodają mi skrzydeł i umacniają mnie w przekonaniu, że takie treści są potrzebne. Na portalu informuję o różnych problemach. Nikogo nie oceniam i nie stoję po żadnej stronie barykady. Uważam, że nie powinniśmy zamiatać wielu spraw pod dywan. Jeśli to robimy, cierpią ludzie. Nikt nie jest szczęśliwy. Wsłuchuję się w to, co mówią rodzice. Czasem podzielenie się swoim doświadczeniem jest catharsis. Pomaga spojrzeć z innej perspektywy i podjąć decyzje.

Oddaje swój głos, ponieważ uważam, że to bardzo ważny i istotny temat, który często zamiatany jest pod dywan, przykryty kurzem „wstydu” i niezrozumienia. Uważam, że my Kobiety powinniśmy mieć opiekę i zrozumienie po tak trudnych doświadczeniach jak utrata dziecka.

Bardzo dziękuję za ten komentarz. To dla mnie bardzo cenne, co Pani napisała. Mam nadzieję, że jako społeczeństwo będziemy świadomie i czule podchodzić do poronienia.

🩷 W wielu 39 lat poroniłam z 3 cim dzieckiem zaplanowanym i wyczekiwanym. Po tym poronieniu nie mogłam już mieć więcej dzieci. S tak bardzo chciałam mieć następną 2 jkę .
🩷 Za to jestem zdrowa dla tej 2 wszej dwójki.
Trzymam kciuki Michaela 🩷🙏
Dziękuję za Twoje świadectwo.
Anna Afshar
Anna Afshar

Dziękuję Ci, że dzielisz się Twoim doświadczeniem. To prawda, te dzieci, które są z nami, potrzebują nas zdrowych.

Autorka historii:

Michaela Fuchs

ZAWSZE MIAŁAM W SOBIE POTRZEBĘ DZIAŁANIA DLA INNYCH
PRZESZŁAM DROGĘ PEŁNĄ ODWAGI, ROZWOJU I SENSU

{title}