fbpx

Autorka historii:

Krystyna

Pierwsza decyzja jest zawsze najtrudniejsza

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

3 lutego 2019… niedzielne popołudnie. Tato od dłuższego czasu mi się nie podoba, zadaję pytanie czy mu coś jest. Widzę, że z kapitana żeglugi wielkiej został tylko starszy Pan, któremu coś ewidentnie dolega. Intuicja mnie rzadko myli… Tego popołudnia wraca mój dawny Tato, z uśmiechem na ustach, żartujący jak dawniej…

Jadę samochodem do domu pełna złych przeczuć. Poniedziałek 8:15 jestem w pracy, dzwonię do niego, nie odebrał. OK, zadzwonię za chwilę.  8:30 dzwonię po raz drugi, cisza… 8:45 telefon z Żeglugi Śródlądowej – Taty nie ma w pracy i nie odbiera telefonu. Wskakuję do auta i jadę do domu Taty. Rolety na półzaciągnięte od strony ogrodu. Kłębowisko myśli i dwie możliwości: udar albo nie żyje. Drzwi domu są otwarte, radio ryczy, patrzę w stronę łazienki w piwnicy leży, ale się rusza, próbuje coś mi powiedzieć. Okrywam go kocem i śpiworem. Telefon 112: proszę o szybki przyjazd do udaru i słyszę: pani jest lekarzem? Musi pani zmierzyć cukier. Rozłączam się. Za minutę dzwonię ponownie z pytaniem czy wysłali ambulans do udaru. Odpowiedź brzmi tak. Uff, czekamy. Wiem, że jest kurewsko źle. Czas do czerwca pomiędzy 3 szpitalami i szpitalnym ZOL. Każdego wieczoru zadaje sobie pytanie wyjąc do księżyca po co to wszystko się dzieje?  Przedostatni dzień czerwca, sobota, godzina 17:00, Tato jest w stanie agonalnym. Brat mówi jedź coś zjeść, ja z nim zostanę. Dzwoni brat: świat zawirował i słyszę, że był lekarz, ale chce rozmawiać tylko ze mną i mam podjąć decyzję. Winda… pukam do pokoju lekarskiego. Pani Krysiu, zamówiłem krew i adrenalinę. Mogę jeszcze dać chwilę zanim Tato odejdzie. Patrzę mu prosto w oczy i beznamiętnie mówię: panie Doktorze już wystarczy, już tak nie można. Mam decydować o jeszcze chwili życia lub śmierci… Tato odchodzi przy mnie o 18:00, biją dzwony kościelne…

4 marca 2020 r., początek Covid. Świat się zatrzymał. Po śmierci Rodziców, wiedziałam, że ostatnim klockiem w mojej układance jest zmiana pracy. Tkwiłam w niej na etacie od 21 lat. Toksyczni pracownicy i szef furiat. Ale była dobrze płatna. Rok 2019 pokazał co jest w życiu ważne i że człowiek potrafi być naprawdę silny. Perspektywa udaru przy takim obciążeniu i skończeniu z pampersem w zapomnianym ZOL nie napawała mnie optymizmem, tym bardziej, że w moim mieście zostałam sama. Wchodzi były szef, podaje mi 2 spięte kartki mówiąc: podpisz to szybko, a jak Ci się coś nie będzie podobało to na drugiej stronie jest napisane, że zawsze możesz do mnie przyjść. Śmierdząca sprawa myślę sobie. Patrzę, że to zakres obowiązków wysłany przeze mnie rok wcześniej i podległość służbowa pod główną księgową, która od 7 lat utrudniała mi życie i próbowała wychować. Odkładam kartki mówiąc, że przeczytam, przemyślę i mu oddam. Wychodzę z pracy o godzinie 16, omiatam wzrokiem znienawidzone biuro mając w głowie tylko jedno: moja noga już tu więcej nigdy niepostanie. Rano piszę sms, że mam wizytę lekarską, otrzymuję odpowiedź od szefa, że jak się wyleczę to mam sobie poszukać nowej pracy. Dział, który rozkręciłam jednoosobowo przynosił naprawdę pokaźną sumkę. Jestem na L4. Wszyscy mi mówią, co Ty robisz? Samobójcza decyzja, ciężki Covid, dobra praca. Szukam psychoterapeuty, dobrego psychoterapeuty. Pani Joanna jest 3 psychologiem, w którym zauważyłam potencjał i uwierzyłam, że przy jej pomocy sobie poradzę. Przerażała mnie perspektywa odwalenia dużej roboty, ale kto jak nie ja? Przecież nie mam wyjścia.

Otwieram stronę www.pracuj.pl  Mam CV z 1998 r.  Boszsz, przecież ostatnią rozmowę kwalifikacyjną miałam również w 1998 r. Czy ja jestem coś warta? Klepałam pół życia te polisy i działałam jak automat. Czy mając 43 lata i będąc sama jestem w stanie coś wymyślić? Zawsze miałam 3 plany i dodatkowy awaryjny, a teraz czarna dziura. Brałam pod uwagę tylko kolejny etat, co szybko przy terapii zweryfikowałam, że nigdy więcej żadnego etatu i miało to miejsce po 3 tygodniach bycia na zwolnieniu lekarskim. Koniec marca i telefon od kolegi z podwórka co słychać w aktualnym miejscu mojej pracy. Odpowiadam krótko: nie wiem. No jak nie wiesz? Nie wiem, bo tam nie wracam. Hmmm… to może chcesz przyjść do mnie do biura nieruchomości? A ja krótko: przyjedź jutro i obgadamy. I tak z ubezpieczeniami będę miała szlaban przez pół roku więc mogą być i „nieruchy”.

Wizyta u zaprzyjaźnionego radcy prawnego, BTW współpracuję z nim do dzisiaj. 1 czerwca ubiera pani szpilki i sukienkę i wraca pani do pracy – mówi do mnie Pan Sebastian. Czuję strach. Wcześniej wysłałam 3 miesięczne wypowiedzenie. Rozmowa z byłym już szefem była krótka i mogłam w końcu powiedzieć to co mi leżało na wątrobie. Umawiamy się, że wybieram urlop wypoczynkowy. Mogę robić szkolenia w nieruchomościach. Hurrra!!! Otwieram działalność gospodarczą. Ponieważ życie nauczyło, że w kryzysowych sytuacjach świat ma Cię w dupie, to przypomniała mi się koleżanka, która z etatu odeszła i pracuje w biurze nieruchomości. A że wcześniej też klepała polisy i miała agencję ubezpieczeniową, to myśl, żeby akurat do niej zadzwonić przyszła nagle. Kama, znasz kogoś spoza układów i Opola, który ma agencję ubezpieczeniową? A znam 😊, dam Ci telefon do męża mojej przyjaciółki – Grześka, zadzwoń do niego. Z Pasażem Ubezpieczeniowym współpracuję do chwili obecnej i wtedy ani Grzesiek, ani Marcin kompletnie nie wiedzieli z kim rozmawiają, bo nie ukrywam, że wyniki w poprzedniej pracy były ogólnopolskie 😊 Dowiedzieli się dzwoniąc do Wojtka z TU. Wszystko zaczyna się układać. W kwietniu 2021 mam zaplanowany urlop. Zaczyna mnie boleć w okolicach 4 liter. Wizyta lekarska, nigdzie pani nie pojedzie, poprzecinał, poczyścił, dał antybiotyk. Borykam się z umawianiem wizyty i operacją do lipca. Szukam najlepszych specjalistów w Polsce. Cały czas jestem chora. Wiem jedno, że to nie onkologiczne, ale bardzo skomplikowane z punktu widzenia operacyjnego. Wciąż mi mówią o licznych operacjach. Jestem na działalności rozpoczętej w czasie bezustannego Covidu. Utykam na miesiąc po operacji w Warszawie.

Rana pooperacyjna się nie zamyka, jest końcówka listopada. Wypełniam formularz na FB dotyczących szkoleń z rozwoju osobistego. Zaczynam roczne szkolenia, które robię w pół roku. Mam doła na zmianę z wkurzeniem, że co ruszę z miejsca to ciągle kłody pod nogi. Kolejne wizyty w Warszawie. Słyszę od doktor Anny, że chyba lepiej, żeby była dziura pooperacyjna, niż kolejne przetoki. Wracam do Opola. No nie przekonała mnie. Joga to takie ekstra miejsce, że wszyscy są trochę inni, ale znają dużo różnych ludzi od najróżniejszych metod. Dostaje numer do Anety i zaczynam wlewy dożylne z witaminy C. Luty 2022 kolejna wizyta w Warszawie. Pani doktor nie wierzy, że dziura się zasklepia. Mówię o systematycznych wlewach. Zakładam, że do września dziury nie będzie i nieoperacyjnego torbiela też nie będzie. Nie czuję korpo, w którym utknęłam. Nie chciałam etatu, a tym bardziej z własną działalnością i to w nowej branży nieruchomości. Jest maj 2022 i odczytuję wiadomość na FB Messenger. Oooo, to ta miła, kolorowa Pani od plakatów na ścianie, którą obserwuję na social mediach. Pani ma mieszkanie niesprzedawalne. Obiecuję, że znajdę wariata, który się tematu podejmie, bo mi za daleko, ale równocześnie za 2 dni spotykam się z kolorową Panią w Opolu i idę na wystawę ploterów. Aga z Częstochowy z biura nieruchomości mówi, że im za daleko żebym skontaktowała się z Tomkiem z Wrocka. No to dzwonię. Tomek mówi, że popyta agentów i pojutrze mi da znać. Podaje namiar na agentkę, która sprzedaje niesprzedawalne mieszkanie kolorowej Pani, a przy okazji Tomek proponuje spotkanie. Jest piątek, spotkanie trwa 2 godziny i w zasadzie od razu wiem, że moje kroki kierują się „na Wrocek”. W poniedziałek 13 czerwca 2022 kończę umowę z korpo i podpisuję nową umowę z Tomaszem. Nowi ludzie, nowe możliwości i otoczenie się osobami, które idą do przodu jak taran daje niesamowitego kopa i motywację. Czego mnie nauczyły te 3 lata, bo tyle mija w marcu? Że traumatyczne przeżycia i ośli upór mają sens. Są bardzo trudne w momencie, kiedy się dzieją, natomiast jak wychodzi słońce – dają niesamowita energię do działania. Planowanie bezustanne wszystkiego na dłuższą metę nie ma sensu, bo przy zmieniających się warunkach i tak je trzeba ciągle weryfikować, a trzymanie się ich kurczowo powoduje, że nie zauważamy wirujących szans. Zawsze należy robić wiele rzeczy, któraś na pewno wyjdzie, a nie powoduje to frustracji pt. znowu w życiu mi nie wyszło 😉 Ludzie generalnie są pomocni tylko trzeba im ten fakt zakomunikować, że takiej realnej pomocy potrzebujecie i zawsze pomyśleć o tym, że grono specjalistów jest od tego żeby Ci pomóc, pod warunkiem, że chcemy tego my sami.

Pamiętajcie, że najtrudniej jest podjąć ta pierwszą decyzję. Ja się tak okropnie bałam zmiany, ale równocześnie wiedziałam, że gdy tego nie zrobię to stanę się coraz bardziej nieszczęśliwą, a to może się skończyć jeszcze większym nieszczęściem np. utratą zdrowia, a bez zdrowia to można sobie tylko pokiwać palcem w bucie.

Reasumując dajcie sobie szansę na zmiany, łatwo nie będzie, ale satysfakcja z podjętych działań i efekty pracy własnej nie czynią człowieka bardziej szczęśliwym 😊 Gwarantuję, że za jakiś czas będziecie patrzeć na zmiany tylko łaskawym okiem, a każda kolejna zmiana nie będzie budzić lęku tylko prawdziwą ciekawość i zdolność do szybkiego podjęcia decyzji: ok idę w to, bo jeśli świat mi pokazuje, że trzeba coś zmienić, to zawsze coś się dzieje po coś.

Życzę Wam samych zmian i dajcie sobie szansę. Bardzo Was o to proszę. Ściskam serdecznie.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

10 komentarzy. Zostaw komentarz

  • Can you be more specific about the content of your article? After reading it, I still have some doubts. Hope you can help me.

    Odpowiedz
  • Avatar
    iwona.siekierczak
    28 lutego 2023 12:42

    super

    Odpowiedz
  • Avatar
    justyna.szymanowska
    28 lutego 2023 12:40

    Bravo

    Odpowiedz
  • Avatar
    agnieszka.podkowka
    28 lutego 2023 12:16

    Krysiu jesteś bardzo pozytywną osoba. Super artykuł. Życie często daje nam kopniaki a my musimy iść dalej i się nie poddawać

    Odpowiedz
  • Avatar
    agnieszka.podkowka
    28 lutego 2023 12:15

    Krysiu jesteś bardzo pozytywną osoba. Super artykuł bardzo budujący. Życie często daje nam kopniaki a my musimy iść dalej i się nie poddawać

    Odpowiedz
  • Super artykuł , inspirujący. Mam nadzieje na więcej takich artykułów

    Odpowiedz
  • Gratuluje odwagi i determinacji i to w tak trudnej sytuacji życiowej , gdzie większość ludzi traci ochotę na wszystko. Życzę wielu sukcesów !

    Odpowiedz
  • Sama przekonałam się, ze zmiany prawie zawsze wychodzą na lepsze! Brawo dla autorki, zainspiruje na pewno wiele kobiet, i nie tylko.

    Odpowiedz
  • Avatar
    tadeusz.anonim
    15 lutego 2023 16:11

    Bardzo fajny, budujący tekst. Nie z gatunku “zewrzyj poślady i do przodu”. Popatrzcie ile przeciwności do przełamania i to też takiego mentalnego ONA miała! Piszę specjalnie ONA, bo pomijając, że historia jakby sklejona z historii kilku osób (tyle wydarzeń, kaskada !), to mam odczucie jakby opowieść była uniwersalna – nie dotyczyła tylko kobiet. Taką nie inną mamy rzeczywistość i taką wywiera się teraz presję i słaby jest podział na rodzaj MĘSKI, ŻEŃSKI i NIJAKI, ale to już inna przypowieść…
    Pozdro dla autorki i twórców kanału!

    Odpowiedz
  • Avatar
    slawomir.pecyna
    14 lutego 2023 22:28

    Bardzo dziękuję za inspirację, korzystam z Pani ‘mocy’

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.