Żałoba nie ma jednego scenariusza

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Nazywam się Katarzyna. 10 miesięcy temu zostałam wdową. Mój mąż, po pięciu latach walki z glejakiem mózgu, odebrał sobie życie. Lekarze dawali mu rok, przeżył pięć. Przez cały ten czas byłam przy nim każdego dnia: jako żona i najlepsza przyjaciółka. Dbałam o jego leczenie, dietę, higienę snu, suplementację i zdrowie psychiczne. Woziłam go do ludzi, którzy wygrali z rakiem, aby dać mu nadzieję i motywację. Nasze codzienne życie podporządkowałam temu, by mógł żyć jak najdłużej i jak najlepiej.

Po jego śmierci, zamiast wsparcia, spotkała mnie fala oskarżeń.. dostałam list z prokuratury o Podrzeganie go do śmierci. Rodzina, która wcześniej była nieobecna w jego życiu, skierowała całą swoją złość i żal na mnie. Jednocześnie mierzyłam się z oceną społeczną: że „za szybko żyję”, że „nie przechodzę żałoby tak, jak powinnam”. Musiałam usunąć swoje media społecznościowe, ponieważ otrzymywałam wiadomości z życzeniami śmierci.

Prawda jest jednak taka, że swoją żałobę przechodziłam przez pięć lat każdego dnia, wiedząc, że mój mąż odejdzie. Psychicznie przygotowywałam się na ten moment bardzo długo. Gdy po jego śmierci nie rozpadłam się publicznie, wiele osób uznało, że go nie kochałam…

Nie chciałam pozwolić, by po jego odejściu zniszczyła mnie depresja. Od dawna marzyłam, by zostać performerką burleski, event menagerem, fotomodelką. Po śmierci mojego męża psycholog powiedziała mi wprost: „dla swojego dobra znajdź nową pasję”. Pomyślałam wtedy: jeśli nie teraz, to kiedy?

Tak zaczęła się moja droga do burleski. Włożyłam w nią całą swoją energię i serce. Z czasem zaczęłam sama organizować burleskowe show w regionie, ponieważ jako osoba początkująca miałam ogromne trudności z przebiciem się do zamkniętego środowiska. Burleska stała się dla mnie sposobem na odzyskanie siebie, kobiecości i prawa do życia a nie zaprzeczeniem żałoby, lecz jej transformacją.

Dziś chcę mówić głośno o tym, o czym wiele młodych wdów boi się mówić: że można chcieć żyć, że żałoba nie ma jednego scenariusza, że kobieta nie musi „zniknąć” w czerni i ciszy, że trudne doświadczenia mogą stać się impulsem do spełniania marzeń.

Chciałabym swoją historią dotrzeć do kobiet, które w młodym wieku straciły mężów lub partnerów i zostały z tym zupełnie same.. do tych, które nie mają z kim o tym porozmawiać i słyszą, że „powinny zachowywać się inaczej”. Wierzę, że nikt nie zrozumie ich lepiej niż osoba, która przeszła tę drogę i wciąż nią idzie.

Przez te pięć lat naszej wspólnej drogi wydarzyło się jednak znacznie więcej, niż można zawrzeć w jednym zdaniu o chorobie. Był to czas pełen trudnych decyzji, kryzysów i momentów, które same w sobie są osobnymi historiami.

Moja rodzina długo nie potrafiła zrozumieć, dlaczego chcę wyjść za mąż za chorego człowieka, wiedząc, że jego życie może być krótkie… dlaczego wybieram miłość, która od początku niesie w sobie stratę. Z czasem jednak pokochali go jak syna i podobnie jak ja zaangażowali sie w jego codzienne życie.

Były też momenty, które łamały nas fizycznie i psychicznie. Pewnego dnia skradziono nam samochód, a tego samego dnia przepadła zaliczka za dom, który mieliśmy kupić, ponieważ nie otrzymaliśmy wystarczająco wysokiego kredytu. A parę dni później mój mąż ponownie trafił do kliniki, rak dał przerzuty na drugą półkulę mózgu.

Choroba zmieniała go z miesiąca na miesiąc. Guz uciskał część mózgu odpowiedzialną za emocje… potrafił być rano radosny i spokojny, a wieczorem wybuchowy i nie do poznania. W nocy miał napady padaczki, a ja przez lata żyłam w stanie nieustannej czujności, gotowa obudzić się przy każdym dźwięku.

Mimo tego wszystkiego do samego końca chciałam, aby miał możliwie normalne życie.. żeby chodził po górach, jeździł motocyklem, doświadczał radości. Wierzyłam i nadal wierzę, że dobre emocje, pozytywne bodźce i codzienne, małe szczęścia realnie wpływały na jego stan i przedłużały mu życie.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

1 Komentarz
Najnowsze
Najstarsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Kasiu. Żyj po swojemu i pełnią życia. Niestety, ciągle jesteśmy oceniane bądź oceniani w ramach powierzchownego widzenia danej sytuacji…
Jeszcze długa droga do innych zachwań w naszym społeczeństwie. Dużo szczęscia i sukcesów w burlescowym świecie⚘️⚘️⚘️

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Katarzyna Oniszczuk