Historia w kategorii:

Życie zawodowe

Zmieniłam przeżyć na żyć…

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Kiedy przyjechałam do Irlandii, nie miałam planu na duży biznes ani wizji tego, kim się stanę. Miałam niewielkie oszczędności, słabą znajomość języka, przerwane studia i jedno ogromne pragnienie: po prostu sobie poradzić.

Zaczynałam od podstaw – praca w szklarni, fabryce, przy sprzątaniu i opiece nad dziećmi. Z czasem przyszły praca na recepcji, branża fitness i stanowisko menedżerskie. Każdy etap był lekcją samodzielności i dowodem na to, że nawet startując od zera, można zbudować coś własnego. Przez lata utożsamiałam siłę z umiejętnością udźwignięcia wszystkiego. Odpowiedzialność, wyzwania, ciągła mobilizacja. Z zewnątrz wyglądało to jak godny podziwu hart ducha. W rzeczywistości była to mechaniczna próba przetrwania i życie w nieustannym napięciu.

Dopiero po czasie zrozumiałam, jak głęboko przeszłość potrafi sterować naszym dorosłym życiem – decyzjami, brakiem granic, a przede wszystkim poczuciem własnej wartości. Można być kompetentną kobietą, rozwijać firmę, osiągać cele i wciąż wewnętrznie pytać: „Czy jestem wystarczająca?”. Można ciągle coś udowadniać, nie zauważając, że zamiast działać z poziomu wolności, działa się z lęku byle było bezpiecznie.

Szczególnie trudne doświadczenia, wypchnięte poza nawias rozważań i objęte społecznym tabu, zostawiają po sobie paraliżujący wstyd. Ja ten świat znam od podszewki. Znam wstyd, który odbiera głos, strach przed oceną i chęć schowania się przed światem. Znam widok rzeczywistości filtrowanej przez traumę – w tym tę trudną, seksualną. Przez długi czas to ona cicho dyktowała warunki.

A przecież praca, rozwój i biznes wymagają obecności. Wyjścia do ludzi. Zajęcia swojego miejsca i odważnego powiedzenia: „Jestem. To, co wnoszę, ma wartość”. Nie da się budować zdrowej marki osobistej ani stabilnego życia, stojąc na niezamkniętej przeszłości. Ciało i układ nerwowy pozostają zawieszone w tym, co było, a my reagujemy wycofaniem, prokrastynacją lub ciągłym udowadnianiem racji.

Przełom nastąpił, gdy podjęłam decyzję: nie chcę już tam być. Zrozumiałam, że zamykanie trudnych rozdziałów nie oznacza wymazania historii, ale odebranie jej prawa do zarządzania moją teraźniejszością. Zainwestowałam w rozwój, edukację, pracę z ciałem, emocjami i odpornością psychiczną. Z połączenia tej wiedzy i własnych doświadczeń stworzyłam Inner Wellness Now – przestrzeń, w której pomagam kobietom, liderom i organizacjom odzyskiwać jasność, redukować stres i uzdrawiać własne schematy.

Dziś wiem, że nie wystarczy powiedzieć komuś: „Uwierz w siebie”. Trzeba pomóc mu zrozumieć, co sprawiło, że przestał ufać sobie. Moja praca nie opiera się wyłącznie na podręcznikowej teorii. Wiem, jak wygląda świat widziany przez filtr lęku, ale wiem też, jaką wolność przynosi jego zdjęcie, moment, w którym wybaczasz sobie, przestajesz przepraszać za własne potrzeby i wreszcie oddychasz pełną piersią.

Moja historia zaczęła się od odruchu przetrwania w obcym kraju. Dziś jest historią świadomego wyboru i odzyskanej siły.

Jeśli moje doświadczenie może dać innej kobiecie otuchę, chciałabym, aby zapamiętała jedno: SuperWOMAN to nie kobieta, która musi dźwigać wszystko sama i nigdy nie upada. SuperWOMAN to kobieta, która w pewnym momencie przestaje pytać, ile jeszcze zdoła wytrzymać i zaczyna odważnie decydować, jak naprawdę chce żyć.

Dziś stoję przed światem bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Znam swoją wartość, prowadzę biznes z miejsca prawdy i z dumą mówię: TAK! Jestem SuperWoman.

Zaloguj się, aby oddać głos na tę historię

Dodaj komentarz

3 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze

Brawo Gosiu <3

🤗

☯️

Poznaj inne historie

Autorka historii:

Małgorzata Wojciulewicz