Po drugiej stronie lustra, czyli życie kobiety w cieniu przemocy.
Dla wielu kobiet żyjących w relacjach pełnych przemocy – czy to psychicznej, czy fizycznej – decyzja o odejściu nie jest oczywista, nie jest prosta, a czasem wydaje się wręcz niemożliwa.
Przemoc psychiczna i fizyczna wciąga powoli, krok po kroku, aż któregoś dnia kobieta orientuje się, że żyje w świecie, którego już nie poznaje… a co gorsza nie poznaje nawet siebie.
Przemoc działa jak powolna erozja. Krok po kroku odbiera poczucie własnej wartości, wiarę w siebie, zdolność do podejmowania decyzji.
Kobieta, która jeszcze kiedyś miała odwagę, marzenia i siłę, nagle zaczyna wierzyć, że nie zasługuje na nic lepszego.
Bierze na siebie odpowiedzialność za zły humor partnera, za jego zdenerwowanie, za każde jego niepowodzenie. On tymczasem systematycznie wpaja jej, że bez niego jest nikim, że nie jest w stanie funkcjonować poza tą relacją, że nie poradzi sobie finansowo.
Oprawca na zewnątrz bywa zupełnie kimś innym. Łagodny, serdeczny, często wręcz czarujący. Dusza towarzystwa, wzorowy ojciec, idealny mąż – człowiek, który potrafi stworzyć wrażenie, że wartości rodzinne stawia na piedestale.
To sprawia, że kiedy kobieta próbuje mówić o tym, czego doświadcza, często nikt jej nie wierzy. Dlatego zostaje sama ze swoją prawdą, samotnie mierząc się z rzeczywistością, którą zna tylko ona. W środku tej relacji nic nie jest takie, na jakie wygląda.
Dramat rozgrywa się w czterech ścianach, w świecie jak po drugiej stronie lustra – zniekształconym, cichym, pełnym lęku.
W przemocowym związku codzienność jest skrajnie nieprzewidywalna. Ofiara nigdy nie wie, czego ma się dziś spodziewać po partnerze: jednego dnia wszystko może wyglądać zupełnie „normalnie” (choć samo to słowo brzmi tu absurdalnie), a kolejnego ta – wydawałoby się – najbliższa osoba zamienia się w zimnego tyrana, na którego twarzy widać jedynie gniew i lodowate, tępe spojrzenie.
Kobieta zaczyna chodzić na palcach, oddychać ciszej, być „mniejsza”, żeby tylko nie obudzić w partnerze potwora, nie wywołać jego gniewu, żeby jakoś przetrwać ten dzień. Jeśli będzie miała szczęście, uda jej się przeżyć go bez podniesionego głosu, bez pretensji, wyrzutów i kolejnych upokorzeń.
Zniewolona – kobieta, w której systematycznie zabijana jest godność – często próbuje usprawiedliwiać przemoc. Robi to jednak nie z przekonania, lecz z lęku… a czasem ze wstydu.
Wydaje jej się, że jest finansowo zależna od partnera, pojawia się strach o dzieci, strach przed samotnością. Do tego dochodzą jego manipulacje, przeprosiny „po wszystkim” i dobrze znana obietnica poprawy.
W takim układzie kobieta może przez bardzo długi czas nie dostrzegać żadnej realnej drogi wyjścia. Zwłaszcza gdy zaczyna wierzyć, że „to jednak jej wina”, że może to on ma rację, a ona przesadza… Nie! Nie! on nie ma racji. I nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej.
Wiem, z autopsji jak to wygląda od środka. Wiem, jak trudno dostrzec wyjście, kiedy przez długi czas żyje się w chaosie, lęku i ciągłym napięciu. Jak potwornie trudno zrobić pierwszy krok, nawet najmniejszy.
Dlatego pragnę pomagać kobietom, które dziś są tam, gdzie ja byłam kiedyś. Nie jako ktoś, kto tylko się przygląda, ale jako ktoś, kto zna te emocje – to paraliżujące poczucie zagubienia, ale i tę iskierkę nadziei, która jeszcze w nas tli się głęboko pod strachem.
Małe kroki potrafią być początkiem ogromnych zmian. Czasem to jest rozmowa.
Czasem uświadomienie, że nie jest się samą. Czasem pozwolenie sobie na myśl: „mam prawo chcieć dla siebie więcej”.
Każda kobieta zasługuje na życie bez strachu. Każda zasługuje na czułość, szacunek i bezpieczeństwo.
A wyjście z przemocy – choć trudne – jest możliwe. I nigdy nie trzeba iść przez to samotnie.
Jako coach wspieram kobiety w odzyskiwaniu swojej siły, godności i wewnętrznej sprawczości.
Bo wyjście z przemocowej relacji to proces – trudny, ale możliwy. A każda kobieta, absolutnie każda, zasługuje na życie bez strachu, bez upokorzenia, bez bólu.






